Bananowa skórka jako ogrodowy nawóz

Dzisiaj trzeci odcinek serialu o naturalnych nawozach (inne nawozy to skorupki jajek i fusy po kawie, gnojówka roślinna), które dostępne są praktycznie bez ograniczeń, a o których w ogóle nie myślimy w kategoriach ogrodniczych. Bananów przecież jemy dużo, co oznacza, że wyrzucamy dużo skórek (no, chyba, że ktoś zjada cały owoc). Skórki z bananów są super wartościowym nawozem, na równi z fusami po kawie i skorupkami po jajkach gnojówką roślinną.

Tego typu nawozy są dla oszczędnych i cierpliwych ogrodników. Poprawiają kondycję gleby w długim okresie, a co najważniejsze trudno nimi przenawozić, no chyba, że na jeden zagonek wysypiemy wywrotkę kawy i drugą pokruszonych skorupek. 😉

banan

O wartościach odżywczych samych bananów wiemy wiele, natomiast ich skórki są w naszym kraju zupełnie niewykorzystane, kulinarnie, domowo i ogrodniczo. Są takim Kopciuszkiem zaklętym w żółtym, niepozornym opakowaniu. Ale dzisiaj porzucamy gotowanie i sprzątanie i zajmujemy się aspektem ogrodniczym.

Bananowe skórki, tak jak ich miąższ, oprócz witamin, aminokwasów i przeciwutleniaczy, zawierają dużo potasu (wspiera zdrowy rozwój rośliny, jej odporność na szkodniki i choroby, niezbędny do wzrostu i rozwoju owoców), fosforu (niezbędny dla prawidłowego kiełkowania, rozwoju systemu korzeniowego,  procesu kwitnienia i owocowania) i wapnia (niezbędny do wzrostu rośliny, jej systemu korzeniowego i kolanek łodygi – punktów, z których wyrastają gałązki i liście, oraz do „natleniania” gleby).

banan skorka 2

Skórka na kompost

Najbardziej oczywistym wykorzystaniem skórek jest kompostowanie. W ciepłym sezonie ogródkowym kompostowanie nie jest problemem, natomiast zimą lub w chwilach kiedy zamieszkujemy w mieście, ten sposób jest nieosiągalny. Szkoda jednak wyrzucać nasze skórki i lepiej je ususzyć (jak, w tekście poniżej).

Świeża skórka rozdrobniona i rzucona bezpośrednio pod rośliny

Świeże ściółkowanie, to rozwiązanie najczęściej wykorzystuję wiosną, latem i jesienią kiedy sezon ogródkowy jest w pełni. Samo rozdrobnienie przyspiesza rozkład i proces kompostowania bezpośrednio na glebie. Zauważyłam, że kawałki skórki rzucone pod rośliny „znikają” praktycznie w ciągu kilku dni, „przerobione” przez moje dżdżownice. Rozwiązanie to rewelacyjne w sezonie, niewykonalne zimą.

banan skorka

Suszone skórki 

Zimą, kiedy jemy więcej owoców egzotycznych, można zrobić zapasy nawozu. Rozdrobnione skórki suszymy na kaloryferze, w suszarce do grzybów, lub w piekarniku max. w 140 stopniach. Potem ususzone „czipsy” przechowujemy do wiosny, kiedy będzie można ich użyć do ściółkowania, albo rozdrabniamy w młynku do przypraw na mączkę, którą w sezonie podsypywać będziemy  nasze roślinki. W ten sposób stworzymy szybko przyswajalny nawóz. Możemy zrobić mieszankę z fusami po kawie i skorupkami po jajkach.

Bananowa herbatka

Ta metoda pozwala przeniknąć witaminom i minerałom do wody, którą następnie podlejemy rośliny.

Słoik napełniony rozdrobnionymi skórkami zalewamy wodą i zostawiamy na 48 godzin. Taką herbatką podlewamy rośliny, a skórki wyrzucamy na kompost lub bezpośrednio pod rośliny.

Bananowy ferment 

Słoik wypełniamy do połowy skórkami i zalewamy wodą tak, aby były cały czas zanurzone. Pozostawiamy na tydzień, przykryte ściereczką. Następnie miksujemy w blenderze i zasilamy rośliny, szczególnie lubiany nawóz przez róże. Jeżeli w słoiku pojawi się czarna pleśń, natychmiast pozbywamy się naszego fermentu, bo czarna pleśń jest szkodliwa dla do roślin.

 

Podsumowując, warto zbierać bananowe skórki i przerabiać je na nawóz. Ja, wszystkie zbieram, nawet te po owocach, które zabieram do pracy.

Na koniec o pestycydach i środkach ochrony roślin na bananach: Zdaję sobie sprawę, że banany są owocami bardzo często pryskanymi, w czasie całego procesu uprawy i dystrybucji, dlatego warto jak najczęściej szukać bananów z upraw ekologicznych, które będą o niebo mniej spryskane, a nawiasem mówiąc, sto razy smaczniejsze. Przy braku dostępu do bio-bananów, można zwykłe banany umyć w wodzie zawierającej Efektywne Mikroorganizmy, taka operacja pozwoli zneutralizować większość preparatów do ochrony roślin i innej owadobójczej chemii.

Czuwaj!

banan skorka3

Kaligrafia w ogrodzie

Jak przystało na mojego niespokojnego, szalonego ducha, od pewnego czasu, pojawiła się u mnie nowa pasja – kaligrafia i jej nowoczesne rodzeństwo – handlettering czyli pismo odręczne. Zanim jednak zacznę snuć tę opowieść, dzisiaj coś ze środka tematu. No bo inaczej byłoby nudno.

Z okazji zbliżającej się wiosny i rozpoczęcia domowych prac siewczych, postanowiłam wszystkim ogrodnikom-estetom zrobić prezent w postaci wykaligrafowanych nowocześnie napisów na tabliczko-patyczki do opisywania sadzonek i siewek. PDF można ściągnąć z linku poniżej ilustracji.

 

warzywa-a

 

ETYKIETY WARZYW PDF

Podpisy gotowe do wydrukowania, wycięcia i naklejenia na patyczki, a Tych ambitniejszych zapraszam do wypróbowania swoich sił w nowoczesnej kaligrafii. Może warto zrobić taki prezent zaprzyjaźnionemu, zapracowanemu ogrodnikowi.

W następnych odcinkach napiszę jak zacząć swoją przygodę z nowoczesną kaligrafią zwaną handletteringiem.

Na koniec: jak samemu zrobić kolorowe etykiety do sadzonek.

Materiały:

  • patyczki po lodach, gotowe drewniane listewki (do kupienia w sklepie a gadżetami papierowymi lub patyczki lekarskie do gardła)
  • farba akrylowa (kolor dowolny)
  • ołówek, gumka
  • flamaster/pisak wodoodporny

 

IMG_4854_2

 

Patyczki najlepiej najpierw pomalować – podczas pisania bezpośrednio na drewienku, tusz z flamastra, nawet wodoodpornego, będzie brzydko się rozlewał. Gdy farba jest sucha kaligrafujemy. Najpierw ołówkiem, a potem poprawiamy flamastrem. Te linie, które piszemy ruchem „w dół” dodatkowo poprawiamy, by były grubsze… i gotowe.

IMG_4865

sadzonki

 

 

 

Miejski ogródek – podsumowanie 2016

Lubię bawić się w ogródkową buchalterię i zawsze staram się zapisywać, trochę dla siebie trochę dla potomności, ile udało mi się zebrać z mojego mikro miejskiego ogródka. Trochę tego było, choć bywały lata lepsze, szczególnie jeśli chodzi o dynie i ziemniaki. Po plonach od razu widać, że w tym roku nie miałam zbyt dużo czasu czasu na doglądanie moich grządek, no i pewnie popełniłam kilka błędów. No trudno, ale próbuję dalej. Uprawę, tak jak całe swoje życie, trochę biorę „na żywioł” i „spontan”, bo w ogródku pracuję wtedy kiedy mam czas i siłę. Uda się to dobrze, nie, to trudno.

IMG_4458

  • fasolka szparagowa i mamut 3,5 kg (przepyszna – gotowana, z oliwą i prażonymi ziarnami słonecznika – „prezes”:-P)
  • sucha fasolka  0,5 kg (zimą jak znalazł do zupy czy pasztetów)

img_4667

  • pomidory 10,5 kg (jak zwykle mistrz, jak zwykle bez zarazy, bo używan EMy) to moje popisowe uprawy, słodziutkie; ostatnie, które dojrzewały już na oknie zjadane były pod koniec października; uprawiam różne odmiany, głównie średnie i małe, bo szybko dojrzewają, a nasiona zbieram sama z pomidorów, które kupuję w sklepie, lub zostawiam sobie z moich własnych
img_4626

to chyba kumato

IMG_0010_1a

  • cukinia ponad 5 kg (tutaj mogło być lepiej, ale zbyt późno sadzone)
  • dynia hokkaido 2 kg (zbyt późno sadzona)

img_4677

  • jabłka ponad 2 kg (jabłonka prowadzona na płasko przy ścianie budynku) to pierwsze znaczące zbiory z tego drzewka, w 2017 na nic nie liczę, bo ta jabłonka kwitnie co drugi rok
  • marchew prawie 3 kg (sprawdziła się uprawa w donicach, takie okrągłe marcheweczki jemy tak jak rzodkiewki, a kolorowe z ziemi fajnie wyglądają w potrawach)

IMG_0008

img_4466

  • czarna porzeczka i agrest, prawie 1 kg (tutaj w zbiorach pomogły mi chyba dzieci z sąsiedztwa 😉 )
  • jarmuż, burak liściowy, bietola w ilościach wystarczających na przygotowanie jedzenia raz na dwa tygodnie
  • ziemniaki uprawiane w donicach, na 3-4 obiady
  • zioła – tyle ile potrzeba na codzień i do ususzenia na zimę

img_0002a

IMG_4391a

  • około 15 główek czosnku (tutaj mi nie wyszło)
  • około pół szklanki jagody kamczackiej (fantastyczny słodko-cierpki smak) krzaczki mają już 3 lata i w tym roku liczę na większe ilości)

 

  • 1 ogromna fioletowa kalarepa 😉 ale za to jaka pyszna
img_4744

z donicy

  • sporo buraków, że i na przetwory wystarczyło

beet

  • dowolne ilości liści mniszka lekarskiego (na sałatkę i pesto)
  • plus prawie 1 kg bulw topinambura, który najchętniej wcinam na surowo (to co prawda z mojego poletka na zaprzyjaźnionej działce) cieszę się nawet z takiej ilości, bo wiosną 2016 moje uprawy topinambura zryło stadko dzików, i w ziemi zostało niewiele bulw

topinambur

Porażki 2016:

  • orzeszki ziemne – nasiona kupiłam dla draki i z ciekawości, ale w naszych okolicznościach klimatycznych raczej nic z dużych zbiorów 😉 albo nie do mojego ogródka
  • ziemniaki – dlaczego było ich tak mało, nie wiem, zauważyłam, że strasznie długo startowały, może to nie był dla mnie ziemniaczany rok, ale teraz będę kontynuować z uprawą donicową – i przetestuję metodę z 2 w 1 (czyli donica w donicy, ta w środku z powycinanymi otworami,żeby wyciągać ziemniory bez niszczenia roślin)
img_4634

idealne do zupy, razem ze skórką

Udanych plonów wszystkim.

Czuwaj!

 

czas i 4 warzywa do balkonowej uprawy

Nawet nie wiem kiedy minął ponad miesiąc od poprzedniego wpisu. Czas gna niesamowicie szybko. Pędzę za nim , chcę go rozciągnąć. A on nic, jest bezwzględny, nieczuły, Tik, tak, cyk, cyk – i kolejna minęła chwila. Carpe diem – ale kiedy? Poza priotytetami nie zostaje czasu na cieszenie się chwilą. Znasz to z autopsji? Ty i ja , pewnie nie jesteśmy jedynymi, co tak czują. Tyle planów i pomysłów w głowie, które na zawsze zostaną niezrealizowane. Moje życie jest jak zdanie z listu motywacyjnego „mam zdolność nadawania priorytetów”, a może inaczej „moje dni to same priorytety – na głupoty nie zostaje mi czasu”. Choć muszę się przyznać, że te głupoty z czasem stają się priorytetami, bo ileż można robić ważnych rzeczy, czas na te mniej ważne też jest istotny – bo wtedy priorytetem staje się utrzymanie równowagi i odpoczynek i nierobienie nic. A czas mija i ucieka mi. Zostań, nie uciekaj, poczekaj, zatrzymaj się! A on nic, głuchy jest. Istnieje na niego jakiś sposób?

Lato to ogródek. Ogródek i praca, biurowa niestety, która tego roku mnie nie oszczędza, i właśnie dlatego coraz mnie mniej na blogu, co bardzo mi doskwiera.

Ogródek czy balkon,niestety, dla mnie stety, jest najważniejszy. Jeżeli nie dopilnujemy podlewania, okrywania, dokarmiania, rośliny nam zmarnieją i odwdzięczą się nam tyle co nic.

Warzywa do uprawy pojemnikowej – balkonowej:

  1. czosnek

Pamiętacie jak na jesieni sadziłam czosnek? (tutaj link) No to właśnie te ząbki wyrosły teraz na dorodne główki. Jakieś dwa tygodnie temu (w pierwszej dekadzie lipca) gdy łodygi zaczęły już przysychać, główki zostały wyciągnięte z ziemi.

Uprawa czosnku – doświadczenia z tego roku i poprzednich lat – odstęp pomiędzy posadzonymi ząbkami nie powinien być mniejszy niż 15 cm (główki rosną wtedy piękne i duże), czosnek nie przepada za zbyt wilgotną ziemią, najlepiej rośnie w przepuszczalnym, dobrze zdrenowanym podłożu. Czosnek uprawiam już trzeci sezon i zawsze sadziłam ząbki do ziemi pod koniec jesieni, zaraz przed przymrozkami. Ząbki były z normalnych, kupnych główek (ostatniej jesieni posadziłam ząbki z własnego czosnku z poprzedniego roku), z odmiany „ozimej” – trzeba znaleźć odpowiedniego sprzedawcę na bazarku, który wie co ma.

Czosnek z własnej, biodynamicznej uprawy jest znacznie bardziej aromatyczny i mocniejszy. Nie porównuje się do niego nawet czosnek z certyfikatem ekologicznym.

Czosnku jeszcze nie próbowałam uprawiać w donicach, ale powinien się udać. Donicę tylko trzeba osłonić podczas największych mrozów.

 

2. marchewka Mercado de Paris

Marcheweczki odmiana Mercado de Paris, którą z powodzeniem można uprawiać w donicach. Pękate, i krótkie, trochę przypominające wielkością rzodkiewki. Może ich kształt nie jest idealny, ale jakie dobre.

W tym roku, eksperymentalnie posiałam marchewkę w rozsadniku (plastikowy pojemnik po pomidorach koktajlowych 😉 ), a kiedy zrobiło się ciepło i sadzonki miały 4-5 cm zasadziłam je w dużej skrzyni i… wyrosły. Można też, to przetestowałam w jednym z poprzednich sezonów, posadzić tę odmianę w skrzynkach balkonowych. Jedynym mankamentem płytkich skrzynek jest to, że ziemia w nich szybko wysycha i trzeba pilnować odpowiedniego nawadniania naszych warzyw. Ziemię w takiej skrzynce warto przykryć np. skoszoną trawą, aby choć trochę zapobiec szybkiemu wysychaniu.

 

3. cukinia

Cukinie są bardzo żarłoczne (wymagają bardzo żyznej gleby)  i potrzebują dużo miejsca. Można je z powodzeniem uprawiać w dużej skrzyni. W tym roku posadziłam cukinie i dynie zbyt późno, i chyba w nieodpowiednim miejscu – nie mają wystarczająco dużo przestrzeni wokół i dlatego zbiory tego lata nie są imponujące. A bywało inaczej, ach!

Owoce cukinii, kiedy już się zawiążą, rosną bardzo szybko, a jak mają żyzne podłoże owocują fantastycznie, z jednego rośliny można mieć nawet jeden owoc tygodniowo. Do tej uprawy potrzebna jest spora skrzynia albo pojemnik.

 

4. fasolka tyczna szparagowa lub mamut

IMG_4458

Moja ukochana letnia fasolka. Tyczna. Uprawiam ją co roku od 4-5 lat. Teraz już wyrasta z ziarenek, które zostawiłam z poprzednich lat. W tym roku sprawdzam, czy daje radę rosnąć w dużej donicy. I tak, spokojnie na balkonie można posadzić taką fasolkę. Fasolka lubi żyzną i wilgotną ziemię. Dokarmiam ją kilka razy w sezonie – ekologicznymi nawozami lub ziemią kompostową.

Bardzo lubię tę odmianę, bo daje plony aż do pierwszych chłodów. Mięsista, słodka, bez łyka. Pięknie się rozrasta i może być użytkową odmianą pnączy. Wrażliwa jest niestety na wiatry. W tym roku wichury jej nie służyły, ale już dochodzi do siebie i powoli mamy jej na obiady coraz więcej. Lubię, poza tym, kiedy jej strąki natrafiają na jakąś przeszkodę i zawijają się wtedy dracznie.

Własne warzywa to wielka frajda. Polecam to wysztkim. Spróbujcie na własnych balkonach. Czuwaj!

Najlepsze jagody pod słońcem, opowieść o jagodzie kamczackiej

Jagoda kamczacka – najzdrowsza jagoda

Nic nie jest trwałe. Cały świat wokół nas nieustannie się zmienia. Nawet najtwardszy kamień podlega erozji, nie mówiąc już o naszych organizmach. Pomimo to, żeby przez długie lata pozostać w dobrym zdrowu powinniśmy bardzo zwracać uwagę na to co jemy.

Wiele z schorzeń, które nas dotykają mają podłoże metaboliczne (niektórzy naukowcy twierdzą, że nawet ponad 80%), czyli wpływa na nie to co spożywamy. Jednym z najbardziej niszczycielskich procesów wpływającym na nasze ciało jest utlenianie, które powodować może powstawanie wolnych rodników a potem komórek rakotwórczych, stanów zapalnych, reakcji alergicznych.

Owocem, który jest prawdopodobnie najmocniejszym przeciwutleniaczem – jest mało u nas znana jagoda kamczacka. Jej współczynnik ORAC wynosi 21 647/100g świeżego owocu (zalecana dzienna dawka to 5 000 – 1/4 szklanka jagody kamczackiej), i jest o prawie 5 000 pkt wyższy niż współczynnik aronii (16 062), i czterokrotnie wyższy niż ORAC borówki amerykańskiej (4 669).

W 100g owocu jagoda ta zawiera aż 59 mg Wapnia, 65 mg Witaminy C, i 48mg Fosforu, znacznie więcej niż winogrona i pomidory.

Fito-substancje zawarte w tych jagodach mają ochronny wpływ na wątrobę, tkankę nerwową, naczynia kwrionośne, siatkówkę i naczyniówkę oka, działają przeciwcukrzycowo, przeciwzawałowo, antyoksydacyjnie, przeciwzapalnie, przeciwzakrzepowo. Mają również działanie ochronne na trzustkę, układ wieńcowy, rozszerza naczynia i zapobiega miażdzycy. Polecane przy: stanach zapalnych wątroby, trzustki, nerek, degradacji układu nerwowego, nieszczelności i stanach zapalnych jelitchoroby alergiczne, degradacje i stany zapalne oka, itd, itd.

Niestety, na większości bazarków te jagody są niedostępne, dlatego trzeba samemu je uprawiać. Mi, kilka lat temu, w stoisku ogrodniczym zwykłego supermarketu, udało się kupić trzy sadzonki. Poszukajcie. Podobno łatwo można przygotować sadzonki – ja właśnie próbuję.

Jagody kamczackie (nazwa poprawna wiciokrzew siny) rosną w rejonie Azji Północno-Wschodniej. Są krzewami odpornymi na srogie warunki pogodowe, czyli idealne do naszego klimatu. Kwitną wczesną wiosną, a owocują właśnie teraz, znacznie przed, tak popularnymi borówkami amerykańskimi. Nie są trudne w uprawie. Jako większe krzaki znoszą nawet przesadzanie – dwa lata temu moje wykopane były na kilka dni w związku z pracami remontowymi na moim osiedlu, i przeżyły. W tym roku owocują u mnie po raz czwarty. W pierwszym roku były słownie dwa owocki, a w tej wiosny zebrałam z trzech małych krzaczków ponad szklankę jagód.

Kwaskowe w smaku, są  dzięki temu świetnym składnikiem koktajli albo doskonałe jako dodatek do naleśników.

Jeżeli uda Wam się kupić gdzieś takie jagody to najlepiej jeść je na surowo. Proponuję np. taki koktajl mojego pomysłu, ze świetnie zrównoważonymi smakami.

Koktajl/smoothie z jagodami kamczackimi (wegański) dla dwóch osób

2 banany

3/4 szklanki truskawek

1/2 szklanki jagód kamczackich

5 dużych liści mięty najlepiej pieprzowej

1/2-3/4 szklanki wody

Na zdrowie! 🙂

PS. W następnym odcinku placuszki wegańskie z jogurtem greckim i jagodami. Czuwaj!

 

Żródła:

http://www.rozanski.li; http://www.jagoda-kamczacka.com; http://www.pl.wikipedia.org

Mniszek lekarski – chwast, z którego się cieszę

 

IMG_4316

Chwast, to najczęściej roślina niepożądana w naszych ogródkach, a ja w przeciwieństwie do reszty, jak to na Szaloną Polkę przystało, zawsze cieszę się, kiedy po zimie na moim trawniczku wyrasta cała masa jednego z nich. Moje plecy, nie są co prawda zadowolone z odchwaszczania, ale co tam, jakoś zawsze, suma sumarum, przeżywają. Odchwaszczamy albowiem ręcznie, nasz ogródek, jest przecież bez chemii i innych tego typu wynalazków. Trawnik uprawiany jest tak jak moje grządki warzywne – to przecież jedna z grządek 😉 , a ja jako kobieta zaradna, staram się wykorzystywać w kuchni wszystko co jest jadalne, nawet rośliny uważane za chwasty. W tej chwili mam najwięcej właśnie moich ukochanych mniszków lekarskich (Taraxacum officinale), czyli mleczy, a wręcz jest ich tyle, że mogłabym spokojne obdarować kilka gospodarstw domowych – dzięki półdzikiemu, sąsiedniemu ogródkowi.

Mlecze są fantastyczne. Teraz kiedy organizm potrzebuje wszystkiego, co świeże, są jak znalazł. Mają tyle witamin i minerałów, że grzechem byłoby wyrzucić taką zieleninę tylko na kompost. Jeśli weźmiemy pod uwagę jego wartości odżywcze, spokojnie możemy porównać mniszka ze szpinakiem, i tak jak ten ostatni możemy stosować mniszka w kuchni.

Jadalne w mniszku jest wszystko od korzenia po kwiaty. Liście możemy jeść cały rok, najlepiej z młodych roślin, będą miały mniej goryczki. Kwiaty jemy wiosną, a korzenie zbieramy jesienią – wtedy mają najwięcej wartości odżywczych.

Ziele mlecza na surowo znajdzie zastosowanie w pesto, w sałatkach, na kanapkach, jako dodatek do koktajli, potem ziele i kwiaty, wraz z nierozwiniętymi pączkami to fantastyczne dodatki do omletów, zup, warzyw z patelni, nadzienie bułeczek, pierożków, sosów do makaronu, zapiekanek. Z kwiatów wiele osób robi syropy, piwo, wina musujące. Korzenie  stosowane są w ziołolecznictwie. Wachlarz możliwości wykorzystania mniszka jest szeroki, co nam tylko wyobraźnia podpowiada.

Ja najcześciej w kuchni wykorzystuję ziele. W tym roku przekonałam się jednak do gotowania z nierozwiniętymi pączkami kwiatowymi. Mają znacznie więcej smaku niż liście, przypominają trochę zielone szparagi (propozycja szybkiego, ekonomicznego makaronu dla zapracowanych będzie w następnym odcinku). Na koniec, jeszcze tylko, właściwości mniszka i jego wartości odżywcze.

IMG_4288

Mniszek lekarski ma działanie oczyszczające, antyoksydacyjne, odwadniające, moczopędne i przeciwzapalne. Napar z ziela poprawia funkcjonowanie wątroby i nerek, wzmaga wydzielanie żółci, poprawia trawienie. Mleczny sok z ziela lub korzeni stosowany był dawniej jako środek przeciwko brodawkom i kurzajkom.

100g świeżego ziela mniszka lekarskiego zawiera:

witaminy

Witamina A – 10 161 j.m.(IU) (338% dziennego zapotrzebowania – RDA)

Witamina K – 778,4 µg (649 % RDA)

Witamina C – 35 mg (58% RDA)

Witamina E – 3,44 mg (23 % RDA)

Witamina B2 (ryboflawina) – 0,26 mg (20 % RDA)

Witamina B6 (pirydoksyna) – 0,251 mg (19 % RDA)

Witamina B1 (tiamina) – 0,19 mg (17% RDA)

Kwas foliowy – 27 µg (7 % RDA)

Witamina B3 (niacyna) – 0,806 mg (5 % RDA)

minerały

Żelazo – 3,1 mg (39 % RDA)

Wapń – 187 mg (19 % RDA)

Mangan – 0,342 mg (15 %)

Magnez – 36 mg (9 % RDA)

Fosfor – 66 mg (9% RDA)

Potas – 397 mg (8 % RDA)

 

(źródła: http://www.nutrition-and-you.com; Detlev Henschel „Jadalne dzikie jagody i rośliny”; Łukasz Łuczaj „Dzika kuchnia”)

 

 

Sezon na karczocha, czyli kilka powodów by samemu je uprawiać

Oj, już od kilku lat korci mnie by doczekać się własnych karczochów. Moje próby sprzed dwóch lat skończyły się niestety klęską – sadzonki wyhodowane własnoręcznie z nasionek nie doczekały wieku dorosłego. Tej, prawie wiosny, ponownie postanowiłam rzucić sobie to wyzwanie i właśnie dziś nasionka trafiły do doniczki. (O tym jak siać napisałam pod koniec posta).

artichoke1

Ale zanim nastąpią moje, polskie, ogródkowe zbiory, możemy zajadać się pierwszymi, świeżymi, śródziemnomorskimi karczochmi, które pojawiły się już w dobrych stoiskach naszych bazarków. Najpierw zawitały te okrągłe, większe, z Izraela, a zaraz za nimi mniejsze, bardziej owalne z Włoch.

Będąc, na początku lutego, na sycylijskim bazarku, gdzie karczochy zdominowały inne warzywa pod względem ilości, widziałam lady stoisk  uginające się pod ciężarem tych, świeżo ściętych, pąków. A i cenę miały niezwykłą (bo od 30 do 50 euro centów za sztukę, podczas gdy na jednym z warszawskich bazarków cena to 8 zł za jeden pąk – dlatego warto mieć swoje). Na Sycylii, po raz pierwszy w życiu widziałam takie ich bogactwo. Do tej pory kupowałam karczochy puszkowane lub w słoiku, w zalewie z wody i soli, lub w oleju, ale piękno tego warzywa, które dostrzegłam mesiąc temu, zachęciło mnie do eksperymentowania ze świeżym karczochem.

artichoke2

Karczoch jest niezwykły. Pełen witamin, minerałów i substancji fitochemicznych, bardzo popularny w kuchni śródziemnomorskiej. Jadane są w nim pąki kwiatostanowe, ścinane na moment przed rozwinięciem, na surowo, gotowane lub pieczone.

Jakie karczochy są?

Niskokaloryczne (pół szklanki ugotowanych serc to tylko 45 kalorii), pełne błonnika (w/w ilość to przeszło 7g – 29% dziennego zapotrzebowania), zawarte w nich fito substancje przyspieszają  syntezę cholesterolu, pomagają obniżyć ogólny jego poziom we krwi. Karczochy, to fantastyczne źródło witamin i minerałów. Te pół szklanki gotowanych serc to: 2,4 g białka, 6,2 mg witaminy C (10% dziennego zapotrzebowania), 12,4 mg witaminy K (16% tyle ile potrzebujemy dziennie), 74,8 mikrogramów kwasu foliowego (19%), oraz 9% zapotrzebowania magnezu, 7% potasu. 5% miedzi. Zawierają również witaminy z grupy B, żelazo, wapń, cynk, mangan.

Świeże karczochy, są z tej samej rodziny co ostropest plamisty, i mają w sobie tak samo dużo silimaryny (lubi ją nasza wątroba), kwasu kawowego (działanie przeciwmiażdżycowe) i kwasu ferulowego (przeciwutleniacz, który pomaga chronić organizm przed szkodliwymi, wolnymi rodnikami). Zawartość substancji antyoksydacyjnych (ORAC) to 6552 mikro moli TE/100g warzywa (dzienne zapotrzebowanie według badań t0 3000-5000 jednostek ORAC).

Czyli, podsumowując, jedzmy karczochy kiedy potrzebujemy: oczyścić organizm, wesprzeć wątrobę, zwiększyć odporność, podreperować stan oczu (zawiera luteinę), kości (witamina K)  czy zadziałać przeciwmiażdżycowo, przeciwnowotworowo i przeciwzapalnie.

Gotujemy karczochy

Świeże karczochy gotujemy w osolonej wodzie, z dodatkiem cytryny przez około 30-40 min, do czasu aż płatki będzie można łatwo oderwać od pąku. Uwaga, podczas gotowania, pojawia się dość specyficzny, nieprzyjemny zapach.

Po ugotowaniu, jadalne w karczochach są:  biały miękki miąższ – dno kwiatowe – serce karczocha oraz końcówki płatków. Serce karczochów świetne jest m.in. do sałatek, na pizzę, do makaronu. Oderwane płatki, mają na końcach sporo miąższu, który możemy jeść bezpośrednio, maczając kawałki w dobrym sosiku, np. typu vinegrette.

Jeżeli chcecie przygotować sobie gotowane karczochy do późniejszego gotowania, proponuję serca zalać dobrą oliwą i przechowywać w lodówce.

W następnym odcinku podzielę się przepisem na kanapkową pastę z karczochów.

artichoke3

Wysiew karczochów

I na koniec wracamy do ogródka. Kupiłam nasiona odmiany Green Globe (bardziej okrągłe od tych na załączonych fotografiach). Właśnie teraz, w marcu, powinniśmy wysiewać karczochy w domu. W maju, po „zimnej Zośce” sadzimy do gruntu i zbieramy od sierpnia do października (informacje z torebeczki). Podobno to rośliny nawet u nas wieloletnie, ciekawe. Oczywiście sprawdzę.

Najpierw namaczamy nasiona przez kilka godzin, żeby szybciej wykiełkowały (taką poradę znalazłam w internecie) i hop do doniczki. Jak zwykle zastosuję moją metodę małej plastikowej „szklarenki”, którą opisałam we wcześnieszych wpisach, i zobaczymy co będzie później. Będę donosić. Czuwaj!

 

Źródła:
USDA Database for the Oxygen Radical Absorbance Capacity (ORAC) of Selected Foods, Release 2 – Prepared by Nutrient Data Laboratory, Beltsville Human Nutrition Research Center (BHNRC), Agricultural Research Service (ARS), U.S. Department of Agriculture (USDA) – May 2010
nutritiondata.self.com
nutrition-and-you.com
pl.wikipedia.org

 

Fusy z kawy – naturalny nawóz

Przed sezonem ogródkowym, ponownie napisałam kilka słów o nawożeniu. Rośliny uprawne, od których oczekujemy dużych i pięknych plonów, by sprostać naszym wymaganiom, potrzebują żyznej, zasobnej w minerały gleby. Jeśli chcecie by Wasze uprawy były zdrowe i dawały wspaniałe warzywa i owoce, musicie je nawozić.

Naprawdę nie ma potrzeby kupować sztuczne nawozy. Można w tym celu wykorzystywać wiele odpadów z naszego codziennego życia Sama od wielu lat obchodzę się  bez nawozów, bo dobra ziemia kompostowa i wykorzystanie tego co mamy wokół siebie powinno wystarczyć. Jedynie, w momencie, kiedy zauważam, że rośliny wymagają naprawdę szybkiego ratunku, dostają nawóz z certyfikatem ekologicznym, które choć trudno, ale czasami można znaleźć w sklepach ogrodniczych. Co innego poprawianie struktury gleby, probiotykami, czyli EMami, którymi  zawsze warto wzbogacać glebę.

Wracając jednak do meritum. Dzisiaj o fusach po kawie.

IMG_3544

Są jednym z naszych odpadów domowych, który można łatwo wykorzystać i wprowadzić na powrót w obieg przyrody, i bardzo cenny nawóz.

100g suchej, mielonej kawy, przed zaparzeniem, zawiera: 2020 mg potasu, 240 mg magnezu, 160 mg fosforu, 4.1 mg żelaza, 1,55 miedzi, 0,79 mg cynku, oprócz tego pierwiastki śladowe takie jak – chrom, selen i nikiel. Dodatkowo aminokwasy, antyutleniacze i małą ilość witamin. (źródło: www.foodcomp.dk)

Zastanawiałam się czy można wykorzystać fusy z kapsułek po kawie, bo przecież tak wielu z nas ma teraz takie ekspresy. Moja odpowiedź to – chyba tak, jeżeli w kapsułkach była tylko tradycyjna kawa mielona – to nie ma problemów. Trzeba się tylko trochę pobawić z rozmontowaniem takiego opakowania.

Fakt 1: Fusy z kawy to cenne źródło azotu. Azot stanowi 2-2,28% (w zależności od źródła) objętości fusów z kawy.

Azot jest potrzebny roślinom do zdrowego wzrostu – niezbędny do syntezy białek. Dzięki niemu rośliny mają ładny, ciemno zielony kolor, szybko rosną, a plony są wspaniałe.

Azot z fusów kawy uwalniany jest łatwo i szybko, już przy pierwszym podlewaniu.

Wystarczy podsypać łyżkę stołową pod dorosłą roślinę (np krzak pomidora – w donicy czy w ziemi), podlać wodą i podziwiać jak rośnie.  Takie dokarmianie można powtarzać raz na dwa tygodnie lub miesiąc (w zależności od rośliny – samemu trzeba sprawdzić preferencje).

IMG_1884

Moje pomidory stale podsypuję fusami po kawie. Metoda przeze mnie sprawdzona przez wiele sezonów.

Można również podlewać roślinę płynnym, szybko działającym nawozem – po zaparzeniu kawy dla siebie, ponownie przelać fusy wodą i dla pewności by nawóz nie spalił roślin (szczególnie małych) rozcieńczyć trochę wodą (1:1 lub 1 część lury z kawy : 2 części wody). Myślę, że taka kuracja raz na tydzień lub dwa, wystarczy.

Taki nawóz powinien być dobry dla wszystkich warzyw i roślin.

Fusów z kawy lepiej nie stosować jako nawozu do kiełkujących sadzonek.

Fakt 2: Fusy z kawy są ulubieńcami roślin kwaśnolubnych. Fusy z kawy mają kwaśny odczyn (pH 6,2). Jednakże w zależności od kawy, sposobu jej uprawy oraz palenia poziom może się nieznacznie różnić

Rośliny, które lubią glebę kwaśną uwielbiają fusy. Zmieszaj fusy z kawy z glebą (gdzie fusy będą stanowiły 25-35% mieszanki) i możesz podsypywać taką ściółką rośliny kwaśnolubne do głębokości 10-15 cm. Przed przygotowaniem takiej mieszanki warto wysuszyć fusy, bo mają skłonność do pleśnienia.

Dobre m.in. dla: jagód, borówki amerykańskiej, marchwi, azalii, róż, rododendronów, hortensji, a także sprawdzone przeze mnie dla ziemniaków. Przy normalnej domowej konsumpcji kawy mielonej, pod takimi krzewami można wysypywać każdą ilość fusów.

Fakt 3: Fusy z kawy to wspaniały składnik Twojego kompostu. Fusy kawy to również świetne źródło pierwiastów śladowych. Zawsze dobrze wrzucić je do kompostu – wzbogacą Twój kompost azotem, potasem, magnezem i miedzią.

Naprawdę nie ma znaczenia czy masz ogromny ogród czy też Twoje uprawy ograniczają się tylko do paru doniczek, nie wyrzucaj tak dobrego nawozu a rośliny odwdzięczą  się z nawiązką.

Jeżeli nie pijesz kawy mielonej, warto zaprzyjaźnić się z lokalną kawiarnią i prosić o odłożenie do Twojego pojemnika kawowego „urobku” z jednego dnia.

Miejska Farma – aktualności

  1. Papryka rośnie.

Jak widać na załączonym obrazku, od czasu posiania papryki na sam koniec stycznia, czyli przeszło 3 tygodnie temu, roślinki dają sobie radę. Wypuszczają już pierwsze, prawdziwe listki, następujące po liścieniach – liściach zarodkowych. Jedyną wpadką jaką zaliczyły ponad tydzień temu, to nieopatrznie otwarte okno przez pozostałych domowników, co poskutkowało zawianiem roślinek i zmarnowaniem połowy z nich, tej mniejszej i dopiero wznoszącej główki. Jaki z tego wniosek? Uwaga, zimą domownicy mogą stanowić największe zagrożenie dla naszych przyszłych upraw 😉 !

Na miejsce tych zmiarniałych, dorzuciłam kilka nasionek, może szybko wykiełkują.

IMG_3713

2.  Dzielę się nasionami na Wymienniku.

(coś dla Warszawiaków i okolicznych -aków) W najbliższą sobotę, tj. 27 lutego, w Warsztacie przy pl. Konstytucji 4, w godz 11-13.30, wybieram się z moimi nasionkami na Bazarek Wymiennika (co to Wymiennik ==>link). Mam w tej chwili

IMG_3702 przygotowane: jarmuż (własna uprawa), szczypiorek (własna uprawa), bazylia (własna uprawa), nagietki (własna uprawa), papryka ramiro (zebrana przeze mnie z papryk kupionych w sklepie – te które już rosną patrz pkt 1).

Nasiona oczywiście są w torebeczkach mojej produkcji, instrukcję jak wykonać torebki znajdziecie tutaj ==> link

link do informacji o wydarzeniu ==> link

IMG_3708

Postaram się przygotować więcej nasion – dynię hokkaido, kilka odmian pomidorów, goździki ogrodowe, dwie odmiany orlika. Co się uda co się okaże. A tymczasem, do zobaczenia. 🙂

3. Kolejne uprawy w przygotowaniu.

Wiosna za pasem, dlatego planuję już kolejny wysiew. W pierwszej kolejności myślę o bakłażanach i pomidorach, następne plany dopiero w kwietniu – dynie, cukinia, patisony, sałaty, marchew, buraki. Wszystko uzależnione tak naprawdę od aury.

A tymczasem wspomnienia z zeszłorocznych upraw:

 

 

 

 

Papryka zasiana, i zbieram ziemniaki

IMG_2387

Już myślę o wiośnie, i mam nadzieję, że szybko nadejdzie, bo lubię grzebać w ziemi. Nasionka już czekają i tupią nóżkami, a ja nauczona doświadczeniem kilku sezonów już teraz zasiałam paprykę. Paprykę lubię, a ta wyhodowana własnoręcznie jest przepyszna. Papryka potrzebuje około dwóch tygodni do wykiełkowania, dość długo rośnie i długo dojrzewa w naszym krótki lecie. Stąd moje tak wczesne wysiewanie.

Zebrane nasionka, z kupnej w sklepiszczu, odmiany ramiro – długa, miąż dość cienki, ale pełen smaku, zostały oficjalnie dziś zasiane do doniczki. Doniczka ma dobrą kompostową ziemię, wilgoną. Na wierzch posypałam równomiernie nasionka, z następnie delikatnie rozsypanłam cienką warstwę ziemi i porządnie zwilżyłam wodą ze spryskiwacza. Dopóki nasionka nie ukorzenią się, najlepiej zwilżać spryskiwaczem, żeby maleństwa nie pływały z lewa na prawo, lub żeby nie były spłukiwane i nie koncentrowały się w jednym kącie.

IMG_2388

Doniczkę umieszczamy w torebce, którą nie bardzo szczelnie zamykamy, żeby cosik powietrza dostawało się do środka, ale jednoczęśnie żeby powstała mini szklarnia – ciepło i wilgotno. Naszą instalację stawiamy w ciepłym, najlepiej dość ciemnym, spokojnym miejscu, ale z dala od odkręconego kaloryfera. I czekamy, czekamy, czekamy….

Podczas naszego czekania możemy już zacząć zbierać skiełkowane ziemniaki, bo ja w moim małym, miejskim ogródku, uprawiam ziemniaki, w donicach, w dodatku. Można? Można. Można nawet w warunkach balkonowych. Już to pisałam, ale co tam powtórzę się, nigdy nie jadłam tak pysznych ziemniaków jak te z mojej donicowej uprawy. Nie jemy dużo ziemniaków. Warto mieć choć trochę swoich, nawet dla 2-3 obiadów warto. Takich ziemniaków nie obieramy, bo zawsze nam jest szkoda marnować miąższ, gotujemy w mundurkach, w mundurkach nawet wrzucam do zupy. Smakują wtedy genialnie.

Ale, wracając do uprawy. O tej porze roku coraz więcej ziemniorów jest zzieleniłych, lub skiełkowanych, dlatego takie jednostki odkładam, zbieram i przechowuję w dość ciemnym miejscu, i zobaczcie jak już puściły kiełki. Kiedy przejdzie na to czas, np w marcu znajdą swój domek w pięknej donicy. A! panuje ogólnie opinia, że kupne ziemniory nie kiełkują i nie „owocują” dobrze, bo pryskane, żeby nie puszczały kłów. Nie zauważyłam, przeważnie staram się kupować te eko, ale nawet zwykłe też dają radę i wydają na świat maluchy.

IMG_2392

No to na razie tylko tyle przygotowań zimowo-wiosennych.

Co do moich parapetowych upraw, niestety wiele z roślin nie wytrzymało próby czasu. Bietola i burak liściowy, przetrwały w ilości kilku sztuk – ale udało mi się wcześniej dodać liście do obiadu, natka pietruszki znacznie lepiej – bo do tej pory żyje około 70% roślinek. Imbir, niestety. Burak z liśćmi, ma się dobrze, cały czas wypuszcza nowe. Seler wypuścił piękne liście, które zostały dodane do obiadu, ale właśnie kilka dni temu zielenina zaczęła padać, nie wiem dlaczego, zobaczymy, co będzie dalej. Do towarzystwa doniczkowego, dołączył jeszcze por, który wypuściwszy korzonki, został zasadzony do doniczki i ładnie rośnie. Może jeszcze uda się kapuście pekińskiej, ale o tym może w następnym odcinku.