SMOOTHIE PO POLSKU – dla zdrowotności

Mamy początek wiosny, a przeziębienia nie odpuszczają. Zdradzę Wam moją tajemnicę – ja od kilku lat w ogóle nie choruję. Grypy, anginy przewalają się jak huragany z lewa na prawo, i nazad, a ja nic. Jaki jest mój sekret? Dużo, dużo witamin  – dużo chrzanu, jabłek, kaszy jaglanej. No i, jak już pewnie zdołaliście się domyślić – nie jem mięsa. Moment przejścia na wegetarianizm zaczęłam ostatnio wiązać z faktem pozostawania z daleka od choróbsk.

16

Każdy sposób na dostarczenie organizmowi witamin i minerałów jest dobry, a podobno najlepszy to zmiksowana zupa, albo smoothie, w takiej formie jedzenie jest najlepiej przyswajalne. No i właśnie dziś o smoothie po polsku – czyli koktajl warzywno-owocowy. W mojej propozycji wszystkie składniki rosną w Polsce, i suma sumarum taki koktajlik, będzie dla nas niedrogi. Nie ma w moim smoothie nic egzotycznego. Wszystko Made in Poland. Zachęcam do spróbowania co nasze, krajowe rolnictwo jest w stanie ofiarować. Jak ktoś ma ogród, lub ogródek, wiele ze składników może wyhodować sobie sam. 😉

Sekretnym składnikiem jest w mojej propozycji chrzan. Stary, dobry, polski, ostry chrzan. Najlepiej zetrzeć go samemu, albo kupić starty w dobrym sklepie – uwaga czytajcie etykiety, i sprawdzajcie co w środku. Mam taki sklepik, w samym sercu miasta, który oferuje chrzan przygotowywany przez rolnika. Taki, że głowę urywa i bez zbędnych dodatków – w tym cukru.

17

Mój koktajl ma również wersję wzbogaconą, czytaj: dla sportowców, z dodatkiem kaszy jaglanej.

Przepis na 700ml niedrogiego koktajlu

2 średnie jabłka, ze skórką, bez środków (albo z, jak kto lubi) rozdrobnione na kawałki

pół średniego ogórka zielonego (około 75g)

2 łyżki kopiaste ugotowanej kaszy jaglanej (około 50g) – jeżeli ktoś chce mniej gęsty można wziąć mniej, lub wogóle

3 łyżeczki chrzanu tartego

2 łyżeczki suszonej mięty, może być taka z herbatki miętowej, lub garść świeżej

1-2 łyżeczki octu jabłkowego (prawda, zdrowy jest i trzeba go pić, jak najbardziej można samemu przygotować taki ocet, tylko, że nastawiamy 3 tygodnie wcześniej)

2 szklanki wyciśniętego soku jabłkowego, lub po prostu wody

Wszystko to do blendera i miksujemy, aż nasze smoothie będzie miało pożądaną konsystencję. I pijemy na zdrowie. A! I jeszcze, jeżeli akurat kwitną jabłonie możemy nasz koktajl udekorować tymi jadalnymi kwiatami.

 

Sprawy ważniejsze niż pasta z karczochów, czyli post zaangażowany

 

Głupio tak zaczynać, ale ten wpis miał mieć inny wstęp. Po wczorajszych wydarzeniach w Brukseli, jednak nie umiałabym napisać o niczym trywialnym. Na kilka dni przed Świętami Wielkanocnymi wszędzie tylko baby, mazurki i zajączki. Ja tak nie mogę. Opublikuję przepis, ale wstęp do niego nie będzie niczym wesołym. Dla mnie to coś w rodzaju requiem dla tych co wczoraj zginęli w Brukseli i wszystkich innych ofiar zamachów terrorystycznych na całym świecie. Tekst będzie taki, jak naprawdę jest. Obok lukrowanego świata z kolorowych czasopism jest wiele cierpienia i nie potrafię przejść obok tego obojętnie.

Wczoraj zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy publikowanie lekkich i beztroskich tekstów o ptaszkach, listkach i wiosennym wietrzyku, w obliczu tragedii, jest przejawem egoizmu czy krótkowzroczności. Wielokrotnie, już znacznie wcześniej, pojawiały się u mnie refleksje, że w takiej sytuacji jak wczoraj, świat powinien zamierać w bezruchu, a wszelkie trywialne i nic nie znaczące sprawy zostać odsunięte na drugi plan. Tak się jednak nie dzieje. Mam wrażenie, że ilość ofiar, jaka by nie była, nie ma żadnego znaczenia. Życie toczy się dalej, kolejne wpisy o pięknych ciastach i innych wiktuałach, pojawiają się z szybkością światła, jakby nikogo nie obchodziło jak te wydarzenia wpłyną na kształt naszego przyszłego świata.

Wczoraj zadałam sobie pytanie, czy ja też tak potrafię? Otóż nie. Muszę napisać kilka słów o tym co właśnie czuję. O świecie, Europie, ludziach.

Pojawiły się takie okoliczności, że nie czas na sentymentalizm. Hasła napisane kredą, flaga na zdjęciu profilowym, zapalone świece, pochody czy kolorowe zdjęcie na Instagramie nie wystarczą. Dzisiaj potrzeba czynu. No tak, ale co my, mali, pojedynczy ludzie, możemy zrobić w takich okolicznościach. Wydaje nam się, że nie możemy nic, dlatego robimy swoje, publikujemy przepisy, piękne zdjęcia i liczymy na to, że odpowiednie służby wszystko za nas zrobią. Kiedy tak będziemy czekać, może okazać się, że nasz świat właśnie się skończył. Pewnego dnia, kiedy otworzymy drzwi zobaczymy rzeczywistość, która będzie dla nas szokiem. W niektórych krajach Europy ten świat już się pojawia. Kobiety molestowane na ulicy, podczas gdy policja odwraca głowę, nauczyciel, który nie może dzielić się informacją o uczniach otwarcie cieszących się z zamachów, dziennikarze, którym narzuca się co mają pisać, przemilczanie faktów, nierówne prawa dla obywateli, strach przed podróżowaniem, a nawet wyjściem na spacer po rodzinnym mieście.

Apeluję dlatego do wszystkich czytelniczek i czytelników, bądźcie krytyczni, czytajcie, bądźcie czujni, działajcie kiedy tylko można zrobić cokolwiek, podpisujcie petycje, nie pozwalajcie zaklejać sobie ust w imię toksycznej poprawności politycznej, mówcie i przekazujcie dalej sprawdzone fakty, poznawajcie historię, tę bliską i starożytną. Nie mówię Wam co myśleć, w co wierzyć, proszę tylko używajcie swoich mózgów, miejcie odwagę poddawać w wątpliwość to co słyszycie. Bądźmy obywatelami, nie konsumentami.

Przygotowując tę pastę z karczochów pomyślcie o tym co chciałam Wam przekazać.

Pozdrawiam wszystkich, życzę Spokojnych Świąt i Wesołego Alleluja.

IMG_4149

 

PRZEPIS

składniki

pół szklanki serc karczochów, ugotowanych lub w oliwie

pół szklanki ziaren słonecznika

pół szklanki posiekanej natki pietruszki + 1 łyżka do posypania następnego dnia

pół łyżki oliwy z oliwek (jeżeli serca karczochów były samodzielnie ugotowane lub w sosie własnym)

łyżka soku z cytryny,

sól, pieprz, suszona ostra papryczka (może być w proszku)

opcjonalnie:

2-3 bulwy surowego topinambura

lub połowa surowego, średniego korzenia selera

IMG_4170

Ziarna słonecznika rozdrobnijcie w malakserze na mączkę, lub drobną kaszkę. Serca karczochów włóżcie do miski i rozgniećcie widelcem, dodajcie rozdrobnione ziarna słonecznika. Dodajcie oliwę, chyba że karczochy były w oliwie, wtedy nie ma takiej potrzeby. Dodajcie natkę pietruszki, sok z cytryny, a następnie sól, pieprze i jeżeli lubicie ostre (bo ja tak) doprawcie ostrą papryczką. Taka pasta powinna „przegryźć” się przez noc w lodówce. Po nocy polecam dodać startą na grubej tarce surową bulwę topinambura, lub ćwiartkę korzenia selera. Podawajcie na pełnoziarnistym pieczywie i posypcie świeżą natką pietruszki.

W wersji diety paleo pastę polecam jeść na krążkach surowego topinambura (tutaj wykorzystamy pozostałe 2 bulwy) lub kawałkach surowego korzenia selera.

IMG_4189

Pasty z karczochów używam często zamiast masła, przygotowując kanapki do pracy, na wierzch posypuję tarty na grubej tarce topinambur lub seler.

Na na śniadanie Wielkanocne taką pastę można wykorzystać do faszerowania jajek.

PS. w przygotowywaniu pasty wykorzystałam natkę pietruszki z mojej uprawy parapetowej.

IMG_4176

Sezon na karczocha, czyli kilka powodów by samemu je uprawiać

Oj, już od kilku lat korci mnie by doczekać się własnych karczochów. Moje próby sprzed dwóch lat skończyły się niestety klęską – sadzonki wyhodowane własnoręcznie z nasionek nie doczekały wieku dorosłego. Tej, prawie wiosny, ponownie postanowiłam rzucić sobie to wyzwanie i właśnie dziś nasionka trafiły do doniczki. (O tym jak siać napisałam pod koniec posta).

artichoke1

Ale zanim nastąpią moje, polskie, ogródkowe zbiory, możemy zajadać się pierwszymi, świeżymi, śródziemnomorskimi karczochmi, które pojawiły się już w dobrych stoiskach naszych bazarków. Najpierw zawitały te okrągłe, większe, z Izraela, a zaraz za nimi mniejsze, bardziej owalne z Włoch.

Będąc, na początku lutego, na sycylijskim bazarku, gdzie karczochy zdominowały inne warzywa pod względem ilości, widziałam lady stoisk  uginające się pod ciężarem tych, świeżo ściętych, pąków. A i cenę miały niezwykłą (bo od 30 do 50 euro centów za sztukę, podczas gdy na jednym z warszawskich bazarków cena to 8 zł za jeden pąk – dlatego warto mieć swoje). Na Sycylii, po raz pierwszy w życiu widziałam takie ich bogactwo. Do tej pory kupowałam karczochy puszkowane lub w słoiku, w zalewie z wody i soli, lub w oleju, ale piękno tego warzywa, które dostrzegłam mesiąc temu, zachęciło mnie do eksperymentowania ze świeżym karczochem.

artichoke2

Karczoch jest niezwykły. Pełen witamin, minerałów i substancji fitochemicznych, bardzo popularny w kuchni śródziemnomorskiej. Jadane są w nim pąki kwiatostanowe, ścinane na moment przed rozwinięciem, na surowo, gotowane lub pieczone.

Jakie karczochy są?

Niskokaloryczne (pół szklanki ugotowanych serc to tylko 45 kalorii), pełne błonnika (w/w ilość to przeszło 7g – 29% dziennego zapotrzebowania), zawarte w nich fito substancje przyspieszają  syntezę cholesterolu, pomagają obniżyć ogólny jego poziom we krwi. Karczochy, to fantastyczne źródło witamin i minerałów. Te pół szklanki gotowanych serc to: 2,4 g białka, 6,2 mg witaminy C (10% dziennego zapotrzebowania), 12,4 mg witaminy K (16% tyle ile potrzebujemy dziennie), 74,8 mikrogramów kwasu foliowego (19%), oraz 9% zapotrzebowania magnezu, 7% potasu. 5% miedzi. Zawierają również witaminy z grupy B, żelazo, wapń, cynk, mangan.

Świeże karczochy, są z tej samej rodziny co ostropest plamisty, i mają w sobie tak samo dużo silimaryny (lubi ją nasza wątroba), kwasu kawowego (działanie przeciwmiażdżycowe) i kwasu ferulowego (przeciwutleniacz, który pomaga chronić organizm przed szkodliwymi, wolnymi rodnikami). Zawartość substancji antyoksydacyjnych (ORAC) to 6552 mikro moli TE/100g warzywa (dzienne zapotrzebowanie według badań t0 3000-5000 jednostek ORAC).

Czyli, podsumowując, jedzmy karczochy kiedy potrzebujemy: oczyścić organizm, wesprzeć wątrobę, zwiększyć odporność, podreperować stan oczu (zawiera luteinę), kości (witamina K)  czy zadziałać przeciwmiażdżycowo, przeciwnowotworowo i przeciwzapalnie.

Gotujemy karczochy

Świeże karczochy gotujemy w osolonej wodzie, z dodatkiem cytryny przez około 30-40 min, do czasu aż płatki będzie można łatwo oderwać od pąku. Uwaga, podczas gotowania, pojawia się dość specyficzny, nieprzyjemny zapach.

Po ugotowaniu, jadalne w karczochach są:  biały miękki miąższ – dno kwiatowe – serce karczocha oraz końcówki płatków. Serce karczochów świetne jest m.in. do sałatek, na pizzę, do makaronu. Oderwane płatki, mają na końcach sporo miąższu, który możemy jeść bezpośrednio, maczając kawałki w dobrym sosiku, np. typu vinegrette.

Jeżeli chcecie przygotować sobie gotowane karczochy do późniejszego gotowania, proponuję serca zalać dobrą oliwą i przechowywać w lodówce.

W następnym odcinku podzielę się przepisem na kanapkową pastę z karczochów.

artichoke3

Wysiew karczochów

I na koniec wracamy do ogródka. Kupiłam nasiona odmiany Green Globe (bardziej okrągłe od tych na załączonych fotografiach). Właśnie teraz, w marcu, powinniśmy wysiewać karczochy w domu. W maju, po „zimnej Zośce” sadzimy do gruntu i zbieramy od sierpnia do października (informacje z torebeczki). Podobno to rośliny nawet u nas wieloletnie, ciekawe. Oczywiście sprawdzę.

Najpierw namaczamy nasiona przez kilka godzin, żeby szybciej wykiełkowały (taką poradę znalazłam w internecie) i hop do doniczki. Jak zwykle zastosuję moją metodę małej plastikowej „szklarenki”, którą opisałam we wcześnieszych wpisach, i zobaczymy co będzie później. Będę donosić. Czuwaj!

 

Źródła:
USDA Database for the Oxygen Radical Absorbance Capacity (ORAC) of Selected Foods, Release 2 – Prepared by Nutrient Data Laboratory, Beltsville Human Nutrition Research Center (BHNRC), Agricultural Research Service (ARS), U.S. Department of Agriculture (USDA) – May 2010
nutritiondata.self.com
nutrition-and-you.com
pl.wikipedia.org

 

Fusy z kawy – naturalny nawóz

Przed sezonem ogródkowym, ponownie napisałam kilka słów o nawożeniu. Rośliny uprawne, od których oczekujemy dużych i pięknych plonów, by sprostać naszym wymaganiom, potrzebują żyznej, zasobnej w minerały gleby. Jeśli chcecie by Wasze uprawy były zdrowe i dawały wspaniałe warzywa i owoce, musicie je nawozić.

Naprawdę nie ma potrzeby kupować sztuczne nawozy. Można w tym celu wykorzystywać wiele odpadów z naszego codziennego życia Sama od wielu lat obchodzę się  bez nawozów, bo dobra ziemia kompostowa i wykorzystanie tego co mamy wokół siebie powinno wystarczyć. Jedynie, w momencie, kiedy zauważam, że rośliny wymagają naprawdę szybkiego ratunku, dostają nawóz z certyfikatem ekologicznym, które choć trudno, ale czasami można znaleźć w sklepach ogrodniczych. Co innego poprawianie struktury gleby, probiotykami, czyli EMami, którymi  zawsze warto wzbogacać glebę.

Wracając jednak do meritum. Dzisiaj o fusach po kawie.

IMG_3544

Są jednym z naszych odpadów domowych, który można łatwo wykorzystać i wprowadzić na powrót w obieg przyrody, i bardzo cenny nawóz.

Zastanawiałam się czy można wykorzystać fusy z kapsułek po kawie, bo przecież tak wielu z nas ma teraz takie ekspresy. Moja odpowiedź to – chyba tak, jeżeli w kapsułkach była tylko tradycyjna kawa mielona – to nie ma problemów. Trzeba się tylko trochę pobawić z rozmontowaniem takiego opakowania.

Fakt 1: Fusy z kawy to cenne źródło azotu. Azot stanowi 2-2,28% (w zależności od źródła) objętości fusów z kawy.

Azot jest potrzebny roślinom do zdrowego wzrostu – niezbędny do syntezy białek. Dzięki niemu rośliny mają ładny, ciemno zielony kolor, szybko rosną, a plony są wspaniałe.

Azot z fusów kawy uwalniany jest łatwo i szybko, już przy pierwszym podlewaniu.

Wystarczy podsypać łyżkę stołową pod dorosłą roślinę (np krzak pomidora – w donicy czy w ziemi), podlać wodą i podziwiać jak rośnie.  Takie dokarmianie można powtarzać raz na dwa tygodnie lub miesiąc (w zależności od rośliny – samemu trzeba sprawdzić preferencje).

IMG_1884

Moje pomidory stale podsypuję fusami po kawie. Metoda przeze mnie sprawdzona przez wiele sezonów.

Można również podlewać roślinę płynnym, szybko działającym nawozem – po zaparzeniu kawy dla siebie, ponownie przelać fusy wodą i dla pewności by nawóz nie spalił roślin (szczególnie małych) rozcieńczyć trochę wodą (1:1 lub 1 część lury z kawy : 2 części wody). Myślę, że taka kuracja raz na tydzień lub dwa, wystarczy.

Taki nawóz powinien być dobry dla wszystkich warzyw i roślin.

Fusów z kawy lepiej nie stosować jako nawozu do kiełkujących sadzonek.

Fakt 2: Fusy z kawy są ulubieńcami roślin kwaśnolubnych. Fusy z kawy mają kwaśny odczyn (pH 6,2). Jednakże w zależności od kawy, sposobu jej uprawy oraz palenia poziom może się nieznacznie różnić

Rośliny, które lubią glebę kwaśną uwielbiają fusy. Zmieszaj fusy z kawy z glebą (gdzie fusy będą stanowiły 25-35% mieszanki) i możesz podsypywać taką ściółką rośliny kwaśnolubne do głębokości 10-15 cm. Przed przygotowaniem takiej mieszanki warto wysuszyć fusy, bo mają skłonność do pleśnienia.

Dobre m.in. dla: jagód, borówki amerykańskiej, marchwi, azalii, róż, rododendronów, hortensji, a także sprawdzone przeze mnie dla ziemniaków. Przy normalnej domowej konsumpcji kawy mielonej, pod takimi krzewami można wysypywać każdą ilość fusów.

Fakt 3: Fusy z kawy to wspaniały składnik Twojego kompostu. Fusy kawy to również świetne źródło pierwiastów śladowych. Zawsze dobrze wrzucić je do kompostu – wzbogacą Twój kompost azotem, potasem, magnezem i miedzią.

Naprawdę nie ma znaczenia czy masz ogromny ogród czy też Twoje uprawy ograniczają się tylko do paru doniczek, nie wyrzucaj tak dobrego nawozu a rośliny odwdzięczą  się z nawiązką.

Jeżeli nie pijesz kawy mielonej, warto zaprzyjaźnić się z lokalną kawiarnią i prosić o odłożenie do Twojego pojemnika kawowego „urobku” z jednego dnia.