Roślinna gnojówka, jak zrobić naturalny nawóz

Roślinna gnojówka jest kolejnym sposobem taniego, ekologicznego nawożenia warzyw i owoców. (Inne, wcześniej opisane przeze mnie nawozy to fusy z kawy, skorupki jajek i skórki z bananów.)

Gnojówka, to po prostu przefermentowane w wodzie fragmenty roślin, które podczas tego procesu chemicznego przekazują substancje i składniki, które same zawierają.  Gnojówka roślinna od dawna stosowana jest w rolnictwie i ogrodnictwie, do nawożenia i ochrony roślin.

gnojowka roslinna

kilkudniowa bąblująca gnojówka roślinna

Gnojówka roślinna to dobry potasowo-azotowy nawóz.

Do czego stosujemy gnojówkę? To ochrona m.in. przeciwko mszycom, pędrakom, połyśnicy marchwiance (gnojówka z czosnku) i chorobom roślin (zarazie ziemniaczanej, chorobom grzybowym), oraz nawóz warzyw, które, żeby dobrze owocować, potrzebują wiele substancji odżywczych. Polecana jest do roślin „żarłocznych”, takich jak dynie, cukinie, kabaczki, rośliny kapustne, pomidory, seler, ziemniaki. Nie powinno się zasilać tym nawozem warzyw mało wymagających, takich jak fasolka i inne motylkowe, gdyż te rośliny same sobie asymilują azot z atmosfery. Opryski gnojówką pomagają w naszej nieustannej walce z mszycami, przędziorkami, chorobami grzybowymi (tutaj szczególnie polecana jest gnojówka z dużą zawartością czosnku i cebuli lub żywokostu, czy wrotycza). Na mączniaka prawdziwego przygotujmy ją ze skrzypu polnego,

Gnojówkę  możemy robić z wszelkich roślin, zarówno z jednej, jak i z mieszanki. Najpopularniejsze są: pokrzywa, mniszek lekarski, skrzyp polny, żywokost, rumianek, tasznik, wrotycz, gwiazdnica, zdrowe liście pomidora itd. Pamiętajmy jednak, żeby nie robić nawozu z roślin przekwitniętych, z wytworzonymi nasionami. Można w ten sposób łatwo rozsiać „chwasty” po ogródku.

rosliny do gnojowki

W mojej gnojówce znalazło się to co akurat było pod ręką, ale same wartościowe zioła: trochę pokrzywy, bluszczyk kurdybanek, gwiazdnica, babka lekarska, mniszek lekarski, koniczyna, i inne

W niektórych portalach dla rolników ekologicznych, znalazłam informację, że gnojówka ma ogólnie małą zawartość wartości odżywczych. Myślę, że trochę w tym racji, bo sam proces takiej fermentacji tlenowej, może niszczyć część enzymów i hormonów, które chcielibyśmy wykorzystać. Wartość odżywczą można podwyższyć dodając trochę (łopatka na wiadro) dojrzałego kompostu, lub mączki skalnej np. bazaltowej.

Jedynym problemem z nastawianiem i używaniem gnojówki w mieście – na balkonach i tarasach jest jej uciążliwy zapach, zarówno dla nas jak i dla sąsiadów. Jak na gnojówkę przystało odór jest,  i to bardzo trwały. Jeżeli przypadkowo nasza skóra zetknie się z nastawioną miksturą, zapach pozostanie na długi czas, pomimo mycia i szorowania. Do złagodzenia nieprzyjemnego zapachu używa się mączki bazaltowej (czego sama nie nieprzetestowałam), ewentualnie EMy (ostatnio dodałam, ale coś nie działało, może moje mikroorganizmy trochę za leniwe).

roslinna gnojowka

rośliny, plastikowy pojemnik i woda, tylko tyle

Przygotowanie gnojówki jest niezmiernie proste.

Potrzebujemy

roślin (często polecana proporcja to 1 kg masy roślinnej na 10 l wody)

plastikowe wiadro z niezbyt przylegającą pokrywką

kijek lub plastikowy patyk do mieszania

wodę

Nakładamy pełne wiadro roślin, z których chcemy zrobić nawóz. Jeżeli mamy mniej zieleniny, nakładamy tyle, ile mamy, mikstura będzie po prostu nieco słabsza, lub będzie jej mniej. Następnie zalewamy wodą tak, aby wszystkie rośliny były przykryte. Kładziemy na wiadro pokrywkę lub inne coś, co osłoni przed nieproszonymi gośćmi w postaci owadów i innych tego typu osobników, i deszczówką. Teraz mieszamy codziennie, po prostu gnojówkę dotleniamy, i tak przez około 1-2 tygodnie, aż dziewczyna przestanie się pienić i cuchnąć. I, gotowa. Przecedzamy, by pozbyć się ewentualnych nasion, najlepiej przez gazę, ścierkę lub coś takiego, a to co zostanie stałego możemy wrzucić na kompost. Nawóz możemy zlać do butelki, ale mocno nie dokręcać, będzie bały czas pracował, powoli, ale jednak.

Stosowanie i roztwory:

1:10 – podlewanie, raz na dwa tygodnie

1:20 – opryski, w razie potrzeby; należy unikać oprysków w słoneczny dzień

Gotową gnojówkę można stosować do 2 miesięcy.

 

Powodzenia w uprawie!

 

 

Uprawa pomidorów – obrywanie liści i wilków – podstawowe zabiegi pielęgnacyjne

IMG_1884Pielęgnacja krzaków pomidorów to nie tylko podlewanie i zasilanie nawozami, gnojówkami, kompostem. Podczas uprawy pomidorów na balkonie, tarasie lub po prostu w ziemi musimy pamiętać o usuwaniu przyrostów, które pojawiają się z czasem kiedy roślina staje się większa, pomiędzy liśćmi a łodygą. Są to tzw. wilki.

Krzaki pomidorów coraz większe, pierwsze zawiązki owoców już się pojawiły. Przypomnę kilka wskazówek jak przez cały okres wegetacji pielęgnować rośliny aby były zdrowe i dawały satysfakcjonujące nas plony, bo czyż nie jest rozczarowujące dla miejskiego ogrodnika gdy nasz krzaczek rodzi, przez cały sezon, jeden lub dwa pomidory.

Obrywanie wilków i liści

Podczas okresu wzrostu rośliny w miejscu skąd z łodygi wyrasta liść, pojawia się przyrost, zwany wilkiem, wyglądający jak mała, nowa gałązka. Te przyrosty najlepiej obrywać, palcami lub nożyczkami, kiedy są malutkie. Usuwanie dużych wilków, powoduje pozostawienie dużej rany na roślinie, przez którą mogą wniknąć chorobotwórcze mikroorganizmy, ale jeżeli używacie EMy, to nie powinno stanowić problemu.

wilki pomidorow

Wilki pozostawione na krzakach wyciągają soki, które nie trafią do kwiatów i owoców – będzie ich mniej i będą mniej dorodne. Usunięte wilki, kiedy mają minimalnie 10 cm, można wsadzić do ziemi, gdzie ukorzenią się, tworząc nową roślinę, jeżeli ziemia będzie wystarczająco wilgotna.

Podobnie z nadmiarem liści. Soki zamiast do owoców roślina odprowadza do liści. Wiele osób i portali ogrodniczych radzi usuwanie liści poniżej zawiązanych owoców. Znalazłam jednak opinię, że liście najbliższe pomidorkom należy zostawić bo z nich owoce czerpią cukry. Wskazane jest również pozostawienie pierwszego liścia powyżej, żeby zapewnić cień dla grona pomidorków, które dojrzewa poniżej.

Usuwanie liści powinno wpłynąć na wielkość owoców i przyspieszenie zbiorów, natomiast może spowodować zmniejszenie ich liczby. Dzięki temu zabiegowi można również gęściej posadzić rośliny, dlatego, suma sumarum, ogólne zbiory mogą być większe.

pomidory i wilki

Poza tym, wycięcie części liści, zapewni większą cyrkulację powietrza w krzaku, co również wpływa na zmniejszenie ryzyka chorób.

Na pewno należy usuwać wszystkie liście, które dotykają ziemi, w ten sposób bowiem na rośliny przedostaje się najwięcej chorób. Od razu, usuwamy również liście pożółkłe, i te, które noszą na sobie oznaki choroby.

Usunięte, zdrowe liście możemy wykorzystać do przygotowania gnojówki, zostawić na ziemi lub po prostu wrzucić na kompost.

W tym roku po raz pierwszy, postaram się usuwać nadmiar liści na moich krzakach pomidorów i na koniec sezonu zdam relację z rezultatu.

Czuwaj!

 

 

EM Efektywne Mikroorganizmy w ogrodzie, czyli pomidory bez zarazy ziemniaczanej

pomidory3

moje pomidory są piękne dzięki Efektywnym Mikroogranizmom

Efektywne Mikroorganizmy EM

Na początku sezonu ogródkowego opowiem Wam w kilku prostych żołnierskich słowach o efektywnych mikroorganizmach, w skrócie EM, a szczególnie ich zastosowaniu w ogrodzie. W kilku moich poprzednich wpisach pojawiła się ta nazwa, dlatego warto bym opowiedziała w czym rzecz.

Idea produktu oraz nazwa „Efektywne Mikroorganizmy” zostały wymyślone przez japońskiego profesora na wydziale rolnym Uniwersytetu Ryukyu na Okinawie – Teruo Higę. EM – są to środki składające się z mieszanki pozytywnych dla nas i dla otaczającego środowiska, mikrobów (około 80), do zastosowania praktycznie w każdej dziedzinie codziennego życia.

EMowe miejskie warzywa

EM składają się z następujących głównych grup mikroorganizmów:

bakterie kwasu mlekowego (przetwarzają z cukrów i węglowodanów kwas mlekowy przez co hamują rozmnażanie mikroorganizmów chorobotwórczych), drożdże (dzięki obecności drożdży powstaje wiele biologicznie czynnych substancji takich jak aminokwasy, enzymy i polisacharydy), bakterie fotosyntetyzujące (wykorzystują energię słoneczną do metabolizowania substancji organicznych i nieorganicznych, pełnią ważną rolę w rozkładaniu materii organicznej), promieniowce (produkują substancje z aminokwasów wytwarzanych przez bakterie fotosyntetyzujące – substancje o działaniu antybiotycznym hamują rozwój szkodliwych grzybów i bakterii, w przyrodzie znajdują się w brodawkach korzeniowych roślin motylkowych), grzyby fermentujące (powodują szybszy rozkład materiału organicznego, zapobiegają powstawaniu brzydkiego zapachu, występowaniu owadów i robactwa).

Efektywne Mikroorganizmy w glebie wpływają na pozytywną mikroflorę, przyspieszają rozkład materiału organicznego na substancje, które nasze rośliny mogą błyskawicznie przyswoić – plony dzięki temu są bogatsze w substancje odżywcze. Ta pozytywna mikroflora, dodatkowo, ma siłę tłumić procesy chorobotwórcze i wspomaga procesy eliminujące z gleby toksyczne herbicydy i substancje chemiczne, co przy uprawie miejskiej jest ważne. W Japonii prowadzone były badania na wykorzystanie tych środków przy oczyszczaniu terenów skażonych promieniotwórczo, po wybuchu w elektrowni w Fukushimie.  Odkryto, że pojawienie się EMów w próbkach przyspiesza stopień redukcji zawartości pierwiastków promieniotwórczych, nie odkryto niestety mechanizmu działania tego zjawiska. Opis badania dostępny jest na stronie www.emrojapan.com . EM mają działanie antyutleniające, przez co stosunek NPK (azot, fosfor, potas) i CN (węgiel-azot) pozostaje na odpowiednim poziomie – pomagają w przywróceniu poprawnej kondycji zdegradowanych gleb. Dzięki EM poziom próchnicy jest wyższy, wspomagają wytwarzanie wysokiej jakości nawozów naturalnych. Można śmiało napisać, że Efektywne Mikroorganizmy to probiotyki dla ziemi, przez małe i duże Z.

moje warzywa na EMach

EMy, to co dla mnie jest niezmiernie ważne i świadczy o ich nieszkodliwości dla ludzi, zwierząt i owadów, nie wymagają okresu karencji do konsumpcji i są dopuszczone do stosowania w rolnictwie ekologicznym m.in. jako środki poprawiające jakość gleby.

Efektywne Mikroorganizmy mają bardzo szerokie spektrum zastosowań. Od rolnictwa i ogrodnictwa, przez oczyszczanie ścieków i wód wszelakich, budownictwo, hodowlę zwierząt, sprzątanie, higienę (w Tajlandii istnieją szpitale gdzie sprząta się wyłącznie środkami na bazie EM), kosmetyki, produkcję żywności i suplementację (preparaty zawierające probiotyki i przeciwutleniacze).

IMG_1977

EMowe marcheweczki

Wrócę do zastosowania EMów w ogródku. Od kilku dobrych lat w moim małym, miejskim, zielonym królestwie używam EMów do:

– podlewania trawnika, warzyw, drzew i krzewów owocowych – przyspieszają rozkład materiału organicznego wykorzystywanego np do ściółkowania, na substancje „konsumowane przez rośliny” – stosuję co 1-2 tygodnie; podlewając przy przesadzaniu sadzonek EMy pomagają zmniejszyć stres roślin;

– zraszania warzyw, drzew i krzewów – dzięki temu zahamowane są procesy chorobotwórcze, stosuję co 3-4 tygodnie, np. u moich pomidorów nie występuje zaraza ziemniaczana i brunatna zgnilizna; te zabiegi najlepiej wykonywać podczas deszczu i wilgotnych dni, więc środki idealne wprost do naszego lata ;-);

IMG_2388

można zaprawiać nasiona przed wysiewem

– kompostu – przyspiesza powstawanie zdrowej, dobrej jakości ziemi kompostowej;

– płukania warzyw i owoców w wodzie z EM – dłużej pozostają świeże, a przy kupnej „zieleninie”, pozwalają usunąć większość „chemii”.

EMy można stosować jeszcze do: zaprawiania nasion przed wysiewem.

img_4704

przyspieszają tworzenie się pełnowartościowego kompostu

W życiu codziennym EMy wykorzystuję ponadto w prowadzeniu domu, głównie w sprzątaniu i utrzymaniu higieny, ale o tym napiszę innym razem.

Ciekawa jestem Waszych doświadczeń ze środkami zawierającymi EM.

PS. To nie jest tekst sponsorowany. Publikuję go, bo jestem w stu procentach przekonana do dobrego wpływu Efektywnych Mikroogranizmów na nas.

Źródła:

http://www.emgreen.pl

http://www.emrojapan.com

książka „EM Efektywne Mikroorganizmy” Franz-Peter Mau

książka „EM rozwiązania, Dom i Ogród” Ernst Hammes, Gisela van den Höövel

 

Jak uprawiać pomidory na balkonie w donicach

Uprawa pomidorów w doniczkach na balkonie lub tarasie nie jest trudna. Poniżej znajdziecie moje sposoby na własne, zdrowe i przepyszne pomidory.

Smak dojrzałego na słońcu pomidora nie ma sobie równych, słodycz, smak i zapach. Dlatego co roku sadzę kilkanaście krzaków i cieszę się zdrowymi zbiorami od połowy lata aż czasami do późnej  jesieni.

img_4626

Własne pomidory z nasion

Mieszkam w mieście i uprawiam pomidory w pojemnikach od kilku dobrych lat i podzielę się moimi doświadczeniami. Co roku z mojego miejskiego, w części pojemnikowego, ogródka zbieram około 6 kg tych owoców, drugie tyle z krzaków, które rosną w ziemi. Wydawać by się mogło, że to mało, ale od lipca, kiedy zaczynam zbiory czasami aż do października, nie kupujemy pomidorów do codziennego spożycia. W zeszłym roku miałam na tyle dużo pomidorków odmiany cherry, że udało mi się zrobić kilka słoików z przetworami na zimę. Moim marzeniem byłoby zrobienie całych pomidorowych przetworów na zimę z moich własnych pomidorów.

Nasiona

Jestem miłośniczką „fikuśnych” odmian – kolorowych, o ciekawych kształtach. Na początku mojej przygody z ogrodnictwem kupowałam nasiona. Pewnego roku, w poszukiwaniu ciekawych odmian, spróbowałam wyhodować krzaczki z zebranych, sklepowych pomidorów. I… udało się. Od tego czasu, kiedy widzę ciekawe, odmiany, zawsze zbieram nasiona, na następny rok.

nasiona pomidorow 2

Samodzielnie pozyskane nasiona, zasuszone na chusteczce.

 

Jak pozyskuję nasiona? Miąż pomidorów, z nasionami moczę kilka godzin w połowie szklanki wody. Potem odcedzam na sitko i płuczę pod bieżącą wodą, aż zostaną czyste nasiona. Kiedy jeszcze są wilgotne rozkładam na chusteczce higienicznej co około 0,5 cm. Potem będzie łatwiej wysiewać.

Wysiew

Robię to po mojemu, znacznie wcześniej niż to zalecane, w tym roku było to nawet pod koniec stycznia (lubię wysadzać na docelowe stanowiska dobrze wyrośnięte krzaki). Staram się dobierać termin pomyślny, z punktu widzenia kalendarza księżycowego, ale oczywiście bez „fanatyzmu”. Myślę, że optymalnym terminem jest połowa lutego, ale każdy powinien znaleźć swój termin w zależności od warunków ogrodowych.

sadzonki 2

sadzonki pomidorów, pierwsze dni na parapecie okna

Kiedy nadejdzie termin, na wierzch wypełnionej wilgotną ziemią doniczki kładę nasiona naklejone na chusteczkę, a następne spryskuję wszystko solidnie. Doniczkę z nasionami wkładam do średnio-małej, foliowej torebki, takiej, w ktorą pakowane jest pieczywo w sklepie, i zawiązuję niezbyt ściśle. W tym manewrze chodzi o przygotowanie małej „szklarenki”, gdzie nasionka, w spokoju, w sporej wilgotności, będą mogły kiełkować. Taką  paczuszkę odstawiam w miejsce z dala od codziennego zamieszania, nawet ciemne. Co 2 dni otwieram torebkę, wpuszczam trochę świeżego powietrza i uzupełniam wilgoć, jeżeli uznam, że jest za sucho. W ciągu kilku dni, a nawet tygodnia, nasionka zaczynają kiełkować. I rosną sobie tak, aż większość roślinek nie „podniesie” swoich liścieni, czyli pierwszych dwóch listków, które mają za zadanie pomóc roślince na starcie. Wtedy otwieram już szeroko torebkę i sadzonki zaczynają rosnąć w najlepsze.

sadzonki pomidorow

rozszadzam pomidory

 

I rosną tak sobie, aż nie wypuszczą pierwszej pary prawdziwych liści. Wtedy przesadzam je do malutkich doniczek. Jeżeli chwilę zwlekam, z różnych życiowych powodów, to sadzonki z dwoma kompletami liści (jak na zdjęciu powyżej), lądują w indywidualnych doniczkach, takich po ziołach.

 

No i rosną tak sobie chłopaki, aż przyjdzie czas na wiosenne spacery, czyli hartowanie. Kiedy dni stają się cieplejsze wystawiam sadzonki na zewnątrz, a wieczorem, wracają do domu, bo wiosenne noce przecież całkiem chłodne są.  Gdy przyjdzie ten wielki dzień, przeważnie po zimnych ogrodnikach i Zośce (12-13-14-15 maja) całkiem duże już wtedy krzaczki, zaczynają na stałe mieszkać na zewnątrz.

IMG_1884

Lubię uprawiać różnorodne odmiany pomidorów, w pojemnikach najlepiej udają się odmiany koktailowe karłowate.

Wybór donic, pojemników i odmian

Uprawa warzyw w donicach i pojemnikach jest dość wymagająca. Musimy zapewnić roślinom nieustanny dopływ wartości odżywczych. Ograniczona kubatura pojemników powoduje, że rośliny bardzo szybko zużywają wartości odżywcze, a nieustanny ich dopływ jest warunkiem zdrowych roślin i dobrych plonów, szczególnie przy naszym krótki sezonie. Im większą donicę/pojemnik możemy znaleźć tym lepiej, ale są odmiany, które mogą z sukcesem owocować nawet w skrzynkach balkonowych. Do takiej skrzynkowej uprawy polecam odmianę karłowatą pomidora koktailowego. Sprawdziła się doskonale. Do jednej krótkiej skrzynki (38cm) sadzę 3 krzaczki, które jak podrosną mają wystarczająco dużo miejsca dla siebie.

pomidory w miescie 2

pomidory koktailowe w skrzynce balkonowej

Odmiany, których krzaki osiągają większe rozmiary potrzebują większych donic. Dla pomidorów kumato, daktylowych czy tygrysich, minimalną wielkością są donice o średnicy 26 cm i wysokości 20 cm.

Podczas całego okresu wegetacji rośliny będziemy musieli uzupełniać ziemię w donicach – po pewnym czasie osiądzie no i krzaki trzochę wyciągną z niej wartości odżywczych.pomidory w donicy 2

Przygotowanie donic i miejsca pod pomidory

Muszę się przyznać, że mam żadnych tajnych mieszanek do wysadzania pomidorów. Używam po prostu ziemi kompostowej, którą sama przygotuję, albo takiej którą kupię. Unikam gotowych mieszanek z dodatkiem nawozów. Na dno donicy, pojemnika nasypuję drenaż – najczęściej kawałki potłuczonych donic glinianych. Nasypuję trochę ziemi i wrzucam garść mączki ze skorupek jajek, pół garści ekologicznego nawozu z guano, garść fusów z kawy i mieszam. Krzaki zakupuję głęboko, prawie całe łodygi znajdują się pod ziemią, pierwsze liście znajdują się około 4 cm powyżej poziomu ziemi. Jest to dość ważny manewr, bo dzięki temu roślina będzie mogła czerpać z gleby więcej wartości odżywczych i będzie lepiej owocować. Ziemię by nie wysychała zbyt szybko w donicy/pojemniku przykrywam bananowymi „chipsami” lub skoszoną trawą.

Pielęgnacja krzaków

To podlewanie, nawożenie, podwiązywanie i mój sekrektny składnik – efektywne organizmy (EMy). Pomidory lubią wodę, ale nie przelanie, pamiętajcie! Wodę lejemy po ziemi, bo liście nie przepadają za wodą.

W  uprawie donicowej rośliny bardzo szybko zużywają wartości odżywcze. Materiał organiczny, można tak powiedzieć, znika w oczach, dlatego trzeba pamiętać o stałym uzupełnianiu go, w czasie sezonu. Dla mnie optymalne jest nawożenie co 3-4 tygodnie. Nawożę kompostem, materiałem organicznym, którym ściółkuję, fusami z kawy i bananowymi czipsami, po raz drugi w sezonie podsypuję skorupkami. Jeżeli uważam, że roślinkom przydałby się dodatkowy „kop” zawsze używam ekologicznego nawozu do warzyw z guano. Powiem Wam, że moje donice, nawet te zawieszone wysoko, zamieszkują dżdżownice, które zjadając materiał organiczny, którym ściółkuję, robią z niego humus, świetnie przyswajalny przez pomidory.

pomidory3

pyszne, dojrzałe, własne pomidory

Jako nawóz, świetnie sprawdziła się u mnie gnojówka pokrzywowo-chwastowa: do plastikowego wiadra/beczki wkładamy pokrzywę, żywokost, mniszek lekarski i inne chwasty, zalewamy wodą, tak aby woda przykryła rośliny; przykrywamy wiadro, ale niezupełnie ściśle, odstawiamy na dwa tygodnie, w miejsce oddalone od okien; w tym czasie gnojówka fermentuje, a minerały przechodzą do wody; kiedy pokrzywówka przestanie pracować (nie będzie już pianki) nawóz jest gotowy. Podlewamy rośliny rozcieńczając gnojówkę z wodą w proporcji 1 część gnojówki : 20 części wody.

Zdaję sobie sprawę, że w warunkach uprawy balkonowo-tarasowej przygotowanie gnojówki może być dość kłopotliwe z racji fetorku, dlatego myślę, że spokojnie można ograniczyć się do innych wspomnianych przeze mnie nawozów.

Teraz, moja tajemna ingrediencja. Efektywne Mikroorganizmy (EM) odkryte i opracowane przez Japończyków, jest to tzw. probiotyk dla ziemi – 80 wybranych, pożytecznych mikroorganizmów, bakterie, drożdże, grzyby, które z jednej strony poprawiają jakość gleby – materiał organiczny szybciej się rozkłada, a z drugiej strony chronią nasze rośliny przed chorobami i szkodnikami. Odkąd cztery lata temu zaczęłam stosować EMy skończyły się problemy z zarazą ziemniaczaną i innymi chorobami. EMy aplikuje się w bardzo prosty sposób : rozcieńczamy kupiony preparat w odpowiedniej proporcji i polewamy obficie roślinę z konewki z sitkiem. Robimy to wieczorem i najlepiej w czasie deszczu. Podczas sezonu takie zabiegi  wykonuję 3-4 razy. W zeszłym roku dzięki temu ostatnie, zdrowiuteńkie pomidory zdejmowałam z krzaków w połowie października.

IMG_1904_2

zbiór pomidorów z jednego dnia i nasze ulubione wakacyjne danie

Jeżeli krzaki za barzo nam wyrosły i zaczynają się kłaść, możemy je podwiązać drucikiem ogrodniczym lub nawet szurkiem, do kratki albo kijka, najlepiej bambusowego, bo giętki i cienki.

Elementem pielęgnacji jest również usuwanie wilków, czyli odrostów pojawiających się w kolanku łodygi. Takie przyrosty zabierają owocom dużo wartości odżywczych, dlatego lepiej się ich pozbywać. Duże wilki mogą stać się sadzonką kolejnego krzaka, wystarczy włożyć go na co najmniej 5 cm do ziemi, a on sam się ukorzeni. Sama w ten sposób ukorzeniałam połamane po dużym wietrze krzaki.

Kiedy nadchodzi koniec sezonu, czasami jest to już sierpień, kiedy wiemy, że roślina nie zawiąże już owoców, albo nie będą miały szansy dojrzeć, można zacząć usuwać kwiaty, żeby wszystkie soki skierować do dojrzewających owoców. Dla mnie zeszły rok był wyjątkowy, bo dzięki bardzo ciepłej jesieni, krzaki kwitły prawie do końca września i mogłam zbierać pomidorki jeszcze w październiku, a ostatnie nabierały rumieńców już na kuchennym oknie.

 

Wiatr, woda i słońce

Z racji uprawy balkonowo-tarasowej, wiatr jest. Niestety nie jest to nasz sprzymierzeniec, a to zbytnio sponiewiera krzakami – z racji letnich, gwałtownych burz, a to zbytnio wysuszy ziemię z donicy. Dlatego mając pomidory w donicy na balkonie czy tarasie podczas większego wiatru prawie codziennie ktoś powinien sprawdzić czy nie trzeba krzaczków podlać.

A słońce pomidory lubią, i jeżeli mają wilgotną ziemię, dużo go wytrzymają. Kilka razy w sezonie wskazane jest porządne nawodnienie donic – powoli, nawet co kilka minut, podlewamy donicę małymi porcjami, tak aby woda nasyciła całą ziemię.

Pojemniki i doniczki warto postawić w miejscu najbardziej osłoniętym przed wiatrem. Można ją też osłonić przed słońcem, by ziemia za bardzo nie rozgrzewała się w ciągu dnia, np wkładając w drugą, trochę większą donicę – kilka centymetrów powietrza zadziała jak warstwa ochronna.

pomidory zwisajace 2

pomidory koktailowe uprawa w skrzynkach balkonowych

Kiedy mamy mało miejsca

Krzaki pomidorów mogą być dekoracyjne. Cierpię na małą ilość miejsca do uprawy, dlatego sprawdziłam uprawę pomidorów w niecodziennych okolicznościach. Łodygi pomidora są bardzo elastyczne, dlatego uprawiam je jako zwisające rośliny w umieszczonych wyżej donicach.

Pomidory sadzę często obok innych roślin na kwietnej grządce. Fajnie, również, wygląda donica, w której rośnie pomidor, bazylia i sałata (te warzywa i zioła bardzo lubią razem rosnąć – to tzw. uprawa współrzędna).

Wykorzystuję również to, że pięknie się rozkrzewiają i wspinają, dlatego sadzę krzaczki przy ogrodzeniu, lub kratce i mam dwa w jednym. Rozrośnięte krzaki będą miały więcej owoców, ale mniejszych. Można dlatego postawić donicę przy ścianie, pomidory będą się powoli wspinać. Pamiętajcie jednak o podwiązaniu krzaczków, bo przy większym wietrze, zsuną się na dół.

pomidory

Życzę sukcesów ogrodniczych i chętnie przeczytam o waszych osiągnięciach, bądź też porażkach. Bo przecież: „… jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz…” . Czuwaj !

 

 

Miejski ogródek – podsumowanie 2016

Lubię bawić się w ogródkową buchalterię i zawsze staram się zapisywać, trochę dla siebie trochę dla potomności, ile udało mi się zebrać z mojego mikro miejskiego ogródka. Trochę tego było, choć bywały lata lepsze, szczególnie jeśli chodzi o dynie i ziemniaki. Po plonach od razu widać, że w tym roku nie miałam zbyt dużo czasu czasu na doglądanie moich grządek, no i pewnie popełniłam kilka błędów. No trudno, ale próbuję dalej. Uprawę, tak jak całe swoje życie, trochę biorę „na żywioł” i „spontan”, bo w ogródku pracuję wtedy kiedy mam czas i siłę. Uda się to dobrze, nie, to trudno.

IMG_4458

  • fasolka szparagowa i mamut 3,5 kg (przepyszna – gotowana, z oliwą i prażonymi ziarnami słonecznika – „prezes”:-P)
  • sucha fasolka  0,5 kg (zimą jak znalazł do zupy czy pasztetów)

img_4667

  • pomidory 10,5 kg (jak zwykle mistrz, jak zwykle bez zarazy, bo używan EMy) to moje popisowe uprawy, słodziutkie; ostatnie, które dojrzewały już na oknie zjadane były pod koniec października; uprawiam różne odmiany, głównie średnie i małe, bo szybko dojrzewają, a nasiona zbieram sama z pomidorów, które kupuję w sklepie, lub zostawiam sobie z moich własnych
img_4626

to chyba kumato

IMG_0010_1a

  • cukinia ponad 5 kg (tutaj mogło być lepiej, ale zbyt późno sadzone)
  • dynia hokkaido 2 kg (zbyt późno sadzona)

img_4677

  • jabłka ponad 2 kg (jabłonka prowadzona na płasko przy ścianie budynku) to pierwsze znaczące zbiory z tego drzewka, w 2017 na nic nie liczę, bo ta jabłonka kwitnie co drugi rok
  • marchew prawie 3 kg (sprawdziła się uprawa w donicach, takie okrągłe marcheweczki jemy tak jak rzodkiewki, a kolorowe z ziemi fajnie wyglądają w potrawach)

IMG_0008

img_4466

  • czarna porzeczka i agrest, prawie 1 kg (tutaj w zbiorach pomogły mi chyba dzieci z sąsiedztwa 😉 )
  • jarmuż, burak liściowy, bietola w ilościach wystarczających na przygotowanie jedzenia raz na dwa tygodnie
  • ziemniaki uprawiane w donicach, na 3-4 obiady
  • zioła – tyle ile potrzeba na codzień i do ususzenia na zimę

img_0002a

IMG_4391a

  • około 15 główek czosnku (tutaj mi nie wyszło)
  • około pół szklanki jagody kamczackiej (fantastyczny słodko-cierpki smak) krzaczki mają już 3 lata i w tym roku liczę na większe ilości)

 

  • 1 ogromna fioletowa kalarepa 😉 ale za to jaka pyszna
img_4744

z donicy

  • sporo buraków, że i na przetwory wystarczyło

beet

  • dowolne ilości liści mniszka lekarskiego (na sałatkę i pesto)
  • plus prawie 1 kg bulw topinambura, który najchętniej wcinam na surowo (to co prawda z mojego poletka na zaprzyjaźnionej działce) cieszę się nawet z takiej ilości, bo wiosną 2016 moje uprawy topinambura zryło stadko dzików, i w ziemi zostało niewiele bulw

topinambur

Porażki 2016:

  • orzeszki ziemne – nasiona kupiłam dla draki i z ciekawości, ale w naszych okolicznościach klimatycznych raczej nic z dużych zbiorów 😉 albo nie do mojego ogródka
  • ziemniaki – dlaczego było ich tak mało, nie wiem, zauważyłam, że strasznie długo startowały, może to nie był dla mnie ziemniaczany rok, ale teraz będę kontynuować z uprawą donicową – i przetestuję metodę z 2 w 1 (czyli donica w donicy, ta w środku z powycinanymi otworami,żeby wyciągać ziemniory bez niszczenia roślin)
img_4634

idealne do zupy, razem ze skórką

Udanych plonów wszystkim.

Czuwaj!

 

czas i 4 warzywa do balkonowej uprawy

Nawet nie wiem kiedy minął ponad miesiąc od poprzedniego wpisu. Czas gna niesamowicie szybko. Pędzę za nim , chcę go rozciągnąć. A on nic, jest bezwzględny, nieczuły, Tik, tak, cyk, cyk – i kolejna minęła chwila. Carpe diem – ale kiedy? Poza priotytetami nie zostaje czasu na cieszenie się chwilą. Znasz to z autopsji? Ty i ja , pewnie nie jesteśmy jedynymi, co tak czują. Tyle planów i pomysłów w głowie, które na zawsze zostaną niezrealizowane. Moje życie jest jak zdanie z listu motywacyjnego „mam zdolność nadawania priorytetów”, a może inaczej „moje dni to same priorytety – na głupoty nie zostaje mi czasu”. Choć muszę się przyznać, że te głupoty z czasem stają się priorytetami, bo ileż można robić ważnych rzeczy, czas na te mniej ważne też jest istotny – bo wtedy priorytetem staje się utrzymanie równowagi i odpoczynek i nierobienie nic. A czas mija i ucieka mi. Zostań, nie uciekaj, poczekaj, zatrzymaj się! A on nic, głuchy jest. Istnieje na niego jakiś sposób?

Lato to ogródek. Ogródek i praca, biurowa niestety, która tego roku mnie nie oszczędza, i właśnie dlatego coraz mnie mniej na blogu, co bardzo mi doskwiera.

Ogródek czy balkon,niestety, dla mnie stety, jest najważniejszy. Jeżeli nie dopilnujemy podlewania, okrywania, dokarmiania, rośliny nam zmarnieją i odwdzięczą się nam tyle co nic.

Warzywa do uprawy pojemnikowej – balkonowej:

  1. czosnek

Pamiętacie jak na jesieni sadziłam czosnek? (tutaj link) No to właśnie te ząbki wyrosły teraz na dorodne główki. Jakieś dwa tygodnie temu (w pierwszej dekadzie lipca) gdy łodygi zaczęły już przysychać, główki zostały wyciągnięte z ziemi.

Uprawa czosnku – doświadczenia z tego roku i poprzednich lat – odstęp pomiędzy posadzonymi ząbkami nie powinien być mniejszy niż 15 cm (główki rosną wtedy piękne i duże), czosnek nie przepada za zbyt wilgotną ziemią, najlepiej rośnie w przepuszczalnym, dobrze zdrenowanym podłożu. Czosnek uprawiam już trzeci sezon i zawsze sadziłam ząbki do ziemi pod koniec jesieni, zaraz przed przymrozkami. Ząbki były z normalnych, kupnych główek (ostatniej jesieni posadziłam ząbki z własnego czosnku z poprzedniego roku), z odmiany „ozimej” – trzeba znaleźć odpowiedniego sprzedawcę na bazarku, który wie co ma.

Czosnek z własnej, biodynamicznej uprawy jest znacznie bardziej aromatyczny i mocniejszy. Nie porównuje się do niego nawet czosnek z certyfikatem ekologicznym.

Czosnku jeszcze nie próbowałam uprawiać w donicach, ale powinien się udać. Donicę tylko trzeba osłonić podczas największych mrozów.

 

2. marchewka Mercado de Paris

Marcheweczki odmiana Mercado de Paris, którą z powodzeniem można uprawiać w donicach. Pękate, i krótkie, trochę przypominające wielkością rzodkiewki. Może ich kształt nie jest idealny, ale jakie dobre.

W tym roku, eksperymentalnie posiałam marchewkę w rozsadniku (plastikowy pojemnik po pomidorach koktajlowych 😉 ), a kiedy zrobiło się ciepło i sadzonki miały 4-5 cm zasadziłam je w dużej skrzyni i… wyrosły. Można też, to przetestowałam w jednym z poprzednich sezonów, posadzić tę odmianę w skrzynkach balkonowych. Jedynym mankamentem płytkich skrzynek jest to, że ziemia w nich szybko wysycha i trzeba pilnować odpowiedniego nawadniania naszych warzyw. Ziemię w takiej skrzynce warto przykryć np. skoszoną trawą, aby choć trochę zapobiec szybkiemu wysychaniu.

 

3. cukinia

Cukinie są bardzo żarłoczne (wymagają bardzo żyznej gleby)  i potrzebują dużo miejsca. Można je z powodzeniem uprawiać w dużej skrzyni. W tym roku posadziłam cukinie i dynie zbyt późno, i chyba w nieodpowiednim miejscu – nie mają wystarczająco dużo przestrzeni wokół i dlatego zbiory tego lata nie są imponujące. A bywało inaczej, ach!

Owoce cukinii, kiedy już się zawiążą, rosną bardzo szybko, a jak mają żyzne podłoże owocują fantastycznie, z jednego rośliny można mieć nawet jeden owoc tygodniowo. Do tej uprawy potrzebna jest spora skrzynia albo pojemnik.

 

4. fasolka tyczna szparagowa lub mamut

IMG_4458

Moja ukochana letnia fasolka. Tyczna. Uprawiam ją co roku od 4-5 lat. Teraz już wyrasta z ziarenek, które zostawiłam z poprzednich lat. W tym roku sprawdzam, czy daje radę rosnąć w dużej donicy. I tak, spokojnie na balkonie można posadzić taką fasolkę. Fasolka lubi żyzną i wilgotną ziemię. Dokarmiam ją kilka razy w sezonie – ekologicznymi nawozami lub ziemią kompostową.

Bardzo lubię tę odmianę, bo daje plony aż do pierwszych chłodów. Mięsista, słodka, bez łyka. Pięknie się rozrasta i może być użytkową odmianą pnączy. Wrażliwa jest niestety na wiatry. W tym roku wichury jej nie służyły, ale już dochodzi do siebie i powoli mamy jej na obiady coraz więcej. Lubię, poza tym, kiedy jej strąki natrafiają na jakąś przeszkodę i zawijają się wtedy dracznie.

Własne warzywa to wielka frajda. Polecam to wysztkim. Spróbujcie na własnych balkonach. Czuwaj!

Mniszek lekarski – chwast, z którego się cieszę

 

IMG_4316

Chwast, to najczęściej roślina niepożądana w naszych ogródkach, a ja w przeciwieństwie do reszty, jak to na Szaloną Polkę przystało, zawsze cieszę się, kiedy po zimie na moim trawniczku wyrasta cała masa jednego z nich. Moje plecy, nie są co prawda zadowolone z odchwaszczania, ale co tam, jakoś zawsze, suma sumarum, przeżywają. Odchwaszczamy albowiem ręcznie, nasz ogródek, jest przecież bez chemii i innych tego typu wynalazków. Trawnik uprawiany jest tak jak moje grządki warzywne – to przecież jedna z grządek 😉 , a ja jako kobieta zaradna, staram się wykorzystywać w kuchni wszystko co jest jadalne, nawet rośliny uważane za chwasty. W tej chwili mam najwięcej właśnie moich ukochanych mniszków lekarskich (Taraxacum officinale), czyli mleczy, a wręcz jest ich tyle, że mogłabym spokojne obdarować kilka gospodarstw domowych – dzięki półdzikiemu, sąsiedniemu ogródkowi.

Mlecze są fantastyczne. Teraz kiedy organizm potrzebuje wszystkiego, co świeże, są jak znalazł. Mają tyle witamin i minerałów, że grzechem byłoby wyrzucić taką zieleninę tylko na kompost. Jeśli weźmiemy pod uwagę jego wartości odżywcze, spokojnie możemy porównać mniszka ze szpinakiem, i tak jak ten ostatni możemy stosować mniszka w kuchni.

Jadalne w mniszku jest wszystko od korzenia po kwiaty. Liście możemy jeść cały rok, najlepiej z młodych roślin, będą miały mniej goryczki. Kwiaty jemy wiosną, a korzenie zbieramy jesienią – wtedy mają najwięcej wartości odżywczych.

Ziele mlecza na surowo znajdzie zastosowanie w pesto, w sałatkach, na kanapkach, jako dodatek do koktajli, potem ziele i kwiaty, wraz z nierozwiniętymi pączkami to fantastyczne dodatki do omletów, zup, warzyw z patelni, nadzienie bułeczek, pierożków, sosów do makaronu, zapiekanek. Z kwiatów wiele osób robi syropy, piwo, wina musujące. Korzenie  stosowane są w ziołolecznictwie. Wachlarz możliwości wykorzystania mniszka jest szeroki, co nam tylko wyobraźnia podpowiada.

Ja najcześciej w kuchni wykorzystuję ziele. W tym roku przekonałam się jednak do gotowania z nierozwiniętymi pączkami kwiatowymi. Mają znacznie więcej smaku niż liście, przypominają trochę zielone szparagi (propozycja szybkiego, ekonomicznego makaronu dla zapracowanych będzie w następnym odcinku). Na koniec, jeszcze tylko, właściwości mniszka i jego wartości odżywcze.

IMG_4288

Mniszek lekarski ma działanie oczyszczające, antyoksydacyjne, odwadniające, moczopędne i przeciwzapalne. Napar z ziela poprawia funkcjonowanie wątroby i nerek, wzmaga wydzielanie żółci, poprawia trawienie. Mleczny sok z ziela lub korzeni stosowany był dawniej jako środek przeciwko brodawkom i kurzajkom.

100g świeżego ziela mniszka lekarskiego zawiera:

witaminy

Witamina A – 10 161 j.m.(IU) (338% dziennego zapotrzebowania – RDA)

Witamina K – 778,4 µg (649 % RDA)

Witamina C – 35 mg (58% RDA)

Witamina E – 3,44 mg (23 % RDA)

Witamina B2 (ryboflawina) – 0,26 mg (20 % RDA)

Witamina B6 (pirydoksyna) – 0,251 mg (19 % RDA)

Witamina B1 (tiamina) – 0,19 mg (17% RDA)

Kwas foliowy – 27 µg (7 % RDA)

Witamina B3 (niacyna) – 0,806 mg (5 % RDA)

minerały

Żelazo – 3,1 mg (39 % RDA)

Wapń – 187 mg (19 % RDA)

Mangan – 0,342 mg (15 %)

Magnez – 36 mg (9 % RDA)

Fosfor – 66 mg (9% RDA)

Potas – 397 mg (8 % RDA)

 

(źródła: http://www.nutrition-and-you.com; Detlev Henschel „Jadalne dzikie jagody i rośliny”; Łukasz Łuczaj „Dzika kuchnia”)

 

 

Sezon na karczocha, czyli kilka powodów by samemu je uprawiać

Oj, już od kilku lat korci mnie by doczekać się własnych karczochów. Moje próby sprzed dwóch lat skończyły się niestety klęską – sadzonki wyhodowane własnoręcznie z nasionek nie doczekały wieku dorosłego. Tej, prawie wiosny, ponownie postanowiłam rzucić sobie to wyzwanie i właśnie dziś nasionka trafiły do doniczki. (O tym jak siać napisałam pod koniec posta).

artichoke1

Ale zanim nastąpią moje, polskie, ogródkowe zbiory, możemy zajadać się pierwszymi, świeżymi, śródziemnomorskimi karczochmi, które pojawiły się już w dobrych stoiskach naszych bazarków. Najpierw zawitały te okrągłe, większe, z Izraela, a zaraz za nimi mniejsze, bardziej owalne z Włoch.

Będąc, na początku lutego, na sycylijskim bazarku, gdzie karczochy zdominowały inne warzywa pod względem ilości, widziałam lady stoisk  uginające się pod ciężarem tych, świeżo ściętych, pąków. A i cenę miały niezwykłą (bo od 30 do 50 euro centów za sztukę, podczas gdy na jednym z warszawskich bazarków cena to 8 zł za jeden pąk – dlatego warto mieć swoje). Na Sycylii, po raz pierwszy w życiu widziałam takie ich bogactwo. Do tej pory kupowałam karczochy puszkowane lub w słoiku, w zalewie z wody i soli, lub w oleju, ale piękno tego warzywa, które dostrzegłam mesiąc temu, zachęciło mnie do eksperymentowania ze świeżym karczochem.

artichoke2

Karczoch jest niezwykły. Pełen witamin, minerałów i substancji fitochemicznych, bardzo popularny w kuchni śródziemnomorskiej. Jadane są w nim pąki kwiatostanowe, ścinane na moment przed rozwinięciem, na surowo, gotowane lub pieczone.

Jakie karczochy są?

Niskokaloryczne (pół szklanki ugotowanych serc to tylko 45 kalorii), pełne błonnika (w/w ilość to przeszło 7g – 29% dziennego zapotrzebowania), zawarte w nich fito substancje przyspieszają  syntezę cholesterolu, pomagają obniżyć ogólny jego poziom we krwi. Karczochy, to fantastyczne źródło witamin i minerałów. Te pół szklanki gotowanych serc to: 2,4 g białka, 6,2 mg witaminy C (10% dziennego zapotrzebowania), 12,4 mg witaminy K (16% tyle ile potrzebujemy dziennie), 74,8 mikrogramów kwasu foliowego (19%), oraz 9% zapotrzebowania magnezu, 7% potasu. 5% miedzi. Zawierają również witaminy z grupy B, żelazo, wapń, cynk, mangan.

Świeże karczochy, są z tej samej rodziny co ostropest plamisty, i mają w sobie tak samo dużo silimaryny (lubi ją nasza wątroba), kwasu kawowego (działanie przeciwmiażdżycowe) i kwasu ferulowego (przeciwutleniacz, który pomaga chronić organizm przed szkodliwymi, wolnymi rodnikami). Zawartość substancji antyoksydacyjnych (ORAC) to 6552 mikro moli TE/100g warzywa (dzienne zapotrzebowanie według badań t0 3000-5000 jednostek ORAC).

Czyli, podsumowując, jedzmy karczochy kiedy potrzebujemy: oczyścić organizm, wesprzeć wątrobę, zwiększyć odporność, podreperować stan oczu (zawiera luteinę), kości (witamina K)  czy zadziałać przeciwmiażdżycowo, przeciwnowotworowo i przeciwzapalnie.

Gotujemy karczochy

Świeże karczochy gotujemy w osolonej wodzie, z dodatkiem cytryny przez około 30-40 min, do czasu aż płatki będzie można łatwo oderwać od pąku. Uwaga, podczas gotowania, pojawia się dość specyficzny, nieprzyjemny zapach.

Po ugotowaniu, jadalne w karczochach są:  biały miękki miąższ – dno kwiatowe – serce karczocha oraz końcówki płatków. Serce karczochów świetne jest m.in. do sałatek, na pizzę, do makaronu. Oderwane płatki, mają na końcach sporo miąższu, który możemy jeść bezpośrednio, maczając kawałki w dobrym sosiku, np. typu vinegrette.

Jeżeli chcecie przygotować sobie gotowane karczochy do późniejszego gotowania, proponuję serca zalać dobrą oliwą i przechowywać w lodówce.

W następnym odcinku podzielę się przepisem na kanapkową pastę z karczochów.

artichoke3

Wysiew karczochów

I na koniec wracamy do ogródka. Kupiłam nasiona odmiany Green Globe (bardziej okrągłe od tych na załączonych fotografiach). Właśnie teraz, w marcu, powinniśmy wysiewać karczochy w domu. W maju, po „zimnej Zośce” sadzimy do gruntu i zbieramy od sierpnia do października (informacje z torebeczki). Podobno to rośliny nawet u nas wieloletnie, ciekawe. Oczywiście sprawdzę.

Najpierw namaczamy nasiona przez kilka godzin, żeby szybciej wykiełkowały (taką poradę znalazłam w internecie) i hop do doniczki. Jak zwykle zastosuję moją metodę małej plastikowej „szklarenki”, którą opisałam we wcześnieszych wpisach, i zobaczymy co będzie później. Będę donosić. Czuwaj!

 

Źródła:
USDA Database for the Oxygen Radical Absorbance Capacity (ORAC) of Selected Foods, Release 2 – Prepared by Nutrient Data Laboratory, Beltsville Human Nutrition Research Center (BHNRC), Agricultural Research Service (ARS), U.S. Department of Agriculture (USDA) – May 2010
nutritiondata.self.com
nutrition-and-you.com
pl.wikipedia.org

 

Miejska Farma – aktualności

  1. Papryka rośnie.

Jak widać na załączonym obrazku, od czasu posiania papryki na sam koniec stycznia, czyli przeszło 3 tygodnie temu, roślinki dają sobie radę. Wypuszczają już pierwsze, prawdziwe listki, następujące po liścieniach – liściach zarodkowych. Jedyną wpadką jaką zaliczyły ponad tydzień temu, to nieopatrznie otwarte okno przez pozostałych domowników, co poskutkowało zawianiem roślinek i zmarnowaniem połowy z nich, tej mniejszej i dopiero wznoszącej główki. Jaki z tego wniosek? Uwaga, zimą domownicy mogą stanowić największe zagrożenie dla naszych przyszłych upraw 😉 !

Na miejsce tych zmiarniałych, dorzuciłam kilka nasionek, może szybko wykiełkują.

IMG_3713

2.  Dzielę się nasionami na Wymienniku.

(coś dla Warszawiaków i okolicznych -aków) W najbliższą sobotę, tj. 27 lutego, w Warsztacie przy pl. Konstytucji 4, w godz 11-13.30, wybieram się z moimi nasionkami na Bazarek Wymiennika (co to Wymiennik ==>link). Mam w tej chwili

IMG_3702 przygotowane: jarmuż (własna uprawa), szczypiorek (własna uprawa), bazylia (własna uprawa), nagietki (własna uprawa), papryka ramiro (zebrana przeze mnie z papryk kupionych w sklepie – te które już rosną patrz pkt 1).

Nasiona oczywiście są w torebeczkach mojej produkcji, instrukcję jak wykonać torebki znajdziecie tutaj ==> link

link do informacji o wydarzeniu ==> link

IMG_3708

Postaram się przygotować więcej nasion – dynię hokkaido, kilka odmian pomidorów, goździki ogrodowe, dwie odmiany orlika. Co się uda co się okaże. A tymczasem, do zobaczenia. 🙂

3. Kolejne uprawy w przygotowaniu.

Wiosna za pasem, dlatego planuję już kolejny wysiew. W pierwszej kolejności myślę o bakłażanach i pomidorach, następne plany dopiero w kwietniu – dynie, cukinia, patisony, sałaty, marchew, buraki. Wszystko uzależnione tak naprawdę od aury.

A tymczasem wspomnienia z zeszłorocznych upraw:

 

 

 

 

To nie koniec czyli uprawa warzyw w warunkach zimowych

Pomimo temperatur wskazujących raczej na sezon jesienno/zimowy, Miejska Farma nie śpi. Gdy na dworze chłód, w domku jest ciepełko, dlatego burak liściowy i natka pietruszki awansowały na stanowisko okienne. Zanim nastały większe przymrozki wykopałam boćwinę i bietolę (odmiana buraka liściowego), obcięłam 2/3 liści i zasadziłam w krótkich skrzynkach balkonowych (na każdym parapecie mieszczą się po dwie). Operację tę wykonałam około dwa tygodnie temu i jak na razie roślinki przyjęły się i wypuszczają nowe listki. Ha! Będzie co jeść.

IMG_2108

Natka pietruszki, też przeżyła przesadzanie z ogródkowych warunków, rośnie tylko jakoś rachitycznie, pewnie z powodu braku światła, ale z drugiej strony listki stały się delikatniejsze w smaku, co ma swoje zalety.

IMG_2116

W mojej zimowej, okiennej Miejskiej Farmie znajdują się jeszcze: rozmaryn, imbir, burak z liśćmi i ostatnio dołączył seler.

Jeżeli znajdziecie w lodówce podwiędnięty burak, który zaczął wypuszczać listki, nie wyrzucajcie go, tylko znajdźcie mu wygodną doniczkę z ziemią i zróbcie mu miłe stanowisko. Po kilku dniach listki zaczną rosnąć. Kiedy uznacie, że są już wystarczająco duże można je wykorzystać do sałatek, do kanapek czy jako dodatek do duszonych dań. Pamiętajcie o częstym podlewaniu, bo burak szybko chłonie wilgoć.IMG_2214

 

Imbir bardzo szybko zaczyna kiełkować. Można wtedy podobnie jak buraka, wsadzić do doniczki z ziemią. W tym roku eksperymentuję z imbirem po raz drugi. Poprzednio trochę przesuszyłam roślinkę i dlatego zbiory nie były imponujące. Teraz postaram się bardziej. Kawałek kłącza z kiełkiem włożyłam już do doniczki i widzę, że wychyla już się powyżej powierzchni ziemi. Imbir potrzebuje żyznej ziemi i trzeba pamiętać o częstym nawadnianiu, bo lubi wilgotno. Kiedy roślina porządnie się rozrośnie wykopuje się z doniczki część kłącza. a resztę z powrotem do ziemi, by imbir rósł dalej. Będę wam zdawała sprawozdanie jak rośnie.

IMG_2225

A najnowszy na oknie seler, to korzeń, który jakoś gdzieś się zaplątał z tyłu w lodówce i zaczął wypuszczać listki. Na początek włożyłam go do miseczki z wodą, a po kilku dniach znajdę mu jakąś fajną i przytulną doniczkę.

IMG_2222

Jak widzicie, dla mnie zima nie jest okresem bezczynności i w oczekiwaniu na sezon ogródkowy kontynuuję swoje ogrodnicze zajęcia. Czuwaj!