Jak uprawiać pomidory na balkonie w donicach

Uprawa pomidorów w doniczkach na balkonie lub tarasie nie jest trudna. Poniżej znajdziecie moje sposoby na własne, zdrowe i przepyszne pomidory.

Smak dojrzałego na słońcu pomidora nie ma sobie równych, słodycz, smak i zapach. Dlatego co roku sadzę kilkanaście krzaków i cieszę się zdrowymi zbiorami od połowy lata aż czasami do późnej  jesieni.

img_4626

Własne pomidory z nasion

Mieszkam w mieście i uprawiam pomidory w pojemnikach od kilku dobrych lat i podzielę się moimi doświadczeniami. Co roku z mojego miejskiego, w części pojemnikowego, ogródka zbieram około 6 kg tych owoców, drugie tyle z krzaków, które rosną w ziemi. Wydawać by się mogło, że to mało, ale od lipca, kiedy zaczynam zbiory czasami aż do października, nie kupujemy pomidorów do codziennego spożycia. W zeszłym roku miałam na tyle dużo pomidorków odmiany cherry, że udało mi się zrobić kilka słoików z przetworami na zimę. Moim marzeniem byłoby zrobienie całych pomidorowych przetworów na zimę z moich własnych pomidorów.

Nasiona

Jestem miłośniczką „fikuśnych” odmian – kolorowych, o ciekawych kształtach. Na początku mojej przygody z ogrodnictwem kupowałam nasiona. Pewnego roku, w poszukiwaniu ciekawych odmian, spróbowałam wyhodować krzaczki z zebranych, sklepowych pomidorów. I… udało się. Od tego czasu, kiedy widzę ciekawe, odmiany, zawsze zbieram nasiona, na następny rok.

nasiona pomidorow 2

Samodzielnie pozyskane nasiona, zasuszone na chusteczce.

 

Jak pozyskuję nasiona? Miąż pomidorów, z nasionami moczę kilka godzin w połowie szklanki wody. Potem odcedzam na sitko i płuczę pod bieżącą wodą, aż zostaną czyste nasiona. Kiedy jeszcze są wilgotne rozkładam na chusteczce higienicznej co około 0,5 cm. Potem będzie łatwiej wysiewać.

Wysiew

Robię to po mojemu, znacznie wcześniej niż to zalecane, w tym roku było to nawet pod koniec stycznia (lubię wysadzać na docelowe stanowiska dobrze wyrośnięte krzaki). Staram się dobierać termin pomyślny, z punktu widzenia kalendarza księżycowego, ale oczywiście bez „fanatyzmu”. Myślę, że optymalnym terminem jest połowa lutego, ale każdy powinien znaleźć swój termin w zależności od warunków ogrodowych.

sadzonki 2

sadzonki pomidorów, pierwsze dni na parapecie okna

Kiedy nadejdzie termin, na wierzch wypełnionej wilgotną ziemią doniczki kładę nasiona naklejone na chusteczkę, a następne spryskuję wszystko solidnie. Doniczkę z nasionami wkładam do średnio-małej, foliowej torebki, takiej, w ktorą pakowane jest pieczywo w sklepie, i zawiązuję niezbyt ściśle. W tym manewrze chodzi o przygotowanie małej „szklarenki”, gdzie nasionka, w spokoju, w sporej wilgotności, będą mogły kiełkować. Taką  paczuszkę odstawiam w miejsce z dala od codziennego zamieszania, nawet ciemne. Co 2 dni otwieram torebkę, wpuszczam trochę świeżego powietrza i uzupełniam wilgoć, jeżeli uznam, że jest za sucho. W ciągu kilku dni, a nawet tygodnia, nasionka zaczynają kiełkować. I rosną sobie tak, aż większość roślinek nie „podniesie” swoich liścieni, czyli pierwszych dwóch listków, które mają za zadanie pomóc roślince na starcie. Wtedy otwieram już szeroko torebkę i sadzonki zaczynają rosnąć w najlepsze.

sadzonki pomidorow

rozszadzam pomidory

 

I rosną tak sobie, aż nie wypuszczą pierwszej pary prawdziwych liści. Wtedy przesadzam je do malutkich doniczek. Jeżeli chwilę zwlekam, z różnych życiowych powodów, to sadzonki z dwoma kompletami liści (jak na zdjęciu powyżej), lądują w indywidualnych doniczkach, takich po ziołach.

 

No i rosną tak sobie chłopaki, aż przyjdzie czas na wiosenne spacery, czyli hartowanie. Kiedy dni stają się cieplejsze wystawiam sadzonki na zewnątrz, a wieczorem, wracają do domu, bo wiosenne noce przecież całkiem chłodne są.  Gdy przyjdzie ten wielki dzień, przeważnie po zimnych ogrodnikach i Zośce (12-13-14-15 maja) całkiem duże już wtedy krzaczki, zaczynają na stałe mieszkać na zewnątrz.

IMG_1884

Lubię uprawiać różnorodne odmiany pomidorów, w pojemnikach najlepiej udają się odmiany koktailowe karłowate.

Wybór donic, pojemników i odmian

Uprawa warzyw w donicach i pojemnikach jest dość wymagająca. Musimy zapewnić roślinom nieustanny dopływ wartości odżywczych. Ograniczona kubatura pojemników powoduje, że rośliny bardzo szybko zużywają wartości odżywcze, a nieustanny ich dopływ jest warunkiem zdrowych roślin i dobrych plonów, szczególnie przy naszym krótki sezonie. Im większą donicę/pojemnik możemy znaleźć tym lepiej, ale są odmiany, które mogą z sukcesem owocować nawet w skrzynkach balkonowych. Do takiej skrzynkowej uprawy polecam odmianę karłowatą pomidora koktailowego. Sprawdziła się doskonale. Do jednej krótkiej skrzynki (38cm) sadzę 3 krzaczki, które jak podrosną mają wystarczająco dużo miejsca dla siebie.

pomidory w miescie 2

pomidory koktailowe w skrzynce balkonowej

Odmiany, których krzaki osiągają większe rozmiary potrzebują większych donic. Dla pomidorów kumato, daktylowych czy tygrysich, minimalną wielkością są donice o średnicy 26 cm i wysokości 20 cm.

Podczas całego okresu wegetacji rośliny będziemy musieli uzupełniać ziemię w donicach – po pewnym czasie osiądzie no i krzaki trzochę wyciągną z niej wartości odżywczych.pomidory w donicy 2

Przygotowanie donic i miejsca pod pomidory

Muszę się przyznać, że mam żadnych tajnych mieszanek do wysadzania pomidorów. Używam po prostu ziemi kompostowej, którą sama przygotuję, albo takiej którą kupię. Unikam gotowych mieszanek z dodatkiem nawozów. Na dno donicy, pojemnika nasypuję drenaż – najczęściej kawałki potłuczonych donic glinianych. Nasypuję trochę ziemi i wrzucam garść mączki ze skorupek jajek, pół garści ekologicznego nawozu z guano, garść fusów z kawy i mieszam. Krzaki zakupuję głęboko, prawie całe łodygi znajdują się pod ziemią, pierwsze liście znajdują się około 4 cm powyżej poziomu ziemi. Jest to dość ważny manewr, bo dzięki temu roślina będzie mogła czerpać z gleby więcej wartości odżywczych i będzie lepiej owocować. Ziemię by nie wysychała zbyt szybko w donicy/pojemniku przykrywam bananowymi „chipsami” lub skoszoną trawą.

Pielęgnacja krzaków

To podlewanie, nawożenie, podwiązywanie i mój sekrektny składnik – efektywne organizmy (EMy). Pomidory lubią wodę, ale nie przelanie, pamiętajcie! Wodę lejemy po ziemi, bo liście nie przepadają za wodą.

W  uprawie donicowej rośliny bardzo szybko zużywają wartości odżywcze. Materiał organiczny, można tak powiedzieć, znika w oczach, dlatego trzeba pamiętać o stałym uzupełnianiu go, w czasie sezonu. Dla mnie optymalne jest nawożenie co 3-4 tygodnie. Nawożę kompostem, materiałem organicznym, którym ściółkuję, fusami z kawy i bananowymi czipsami, po raz drugi w sezonie podsypuję skorupkami. Jeżeli uważam, że roślinkom przydałby się dodatkowy „kop” zawsze używam ekologicznego nawozu do warzyw z guano. Powiem Wam, że moje donice, nawet te zawieszone wysoko, zamieszkują dżdżownice, które zjadając materiał organiczny, którym ściółkuję, robią z niego humus, świetnie przyswajalny przez pomidory.

pomidory3

pyszne, dojrzałe, własne pomidory

Jako nawóz, świetnie sprawdziła się u mnie gnojówka pokrzywowo-chwastowa: do plastikowego wiadra/beczki wkładamy pokrzywę, żywokost, mniszek lekarski i inne chwasty, zalewamy wodą, tak aby woda przykryła rośliny; przykrywamy wiadro, ale niezupełnie ściśle, odstawiamy na dwa tygodnie, w miejsce oddalone od okien; w tym czasie gnojówka fermentuje, a minerały przechodzą do wody; kiedy pokrzywówka przestanie pracować (nie będzie już pianki) naawóz jest gotowy. Podlewamy rośliny rozcieńczając gnojówkę z wodą w proporcji 1 część gnojówki : 20 części wody.

Zdaję sobie sprawę, że w warunkach uprawy balkono-tarasowej przygotowanie gnojówki może być dość kłopotliwe z racji fetorku, dlatego myślę, że spokojnie można ograniczyć się do innych wspomnianych przeze mnie nawozów.

Teraz, moja tajemna ingrediencja. Efektywne Mikroorganizmy (EM) odkryte i opracowane przez Japończyków, jest to tzw. probiotyk dla ziemi – 80 wybranych, pożytecznych mikroorganizmów, bakterie, drożdże, grzyby, które z jednej strony poprawiają jakość gleby – materiał organiczny szybciej się rozkłada, a z drugiej strony chronią nasze rośliny przed chorobami i szkodnikami. Odkąd cztery lata temu zaczęłam stosować EMy skończyły się problemy z zarazą ziemniaczaną i innymi chorobami. EMy aplikuje się w bardzo prosty sposób : rozcieńczamy kupiony preparat w odpowiedniej proporcji i polewamy obficie roślinę z konewki z sitkiem. Robimy to wieczorem i najlepiej w czasie deszczu. Podczas sezonu takie zabiegi  wykonuję 3-4 razy. W zeszłym roku dzięki temu ostatnie, zdrowiuteńkie pomidory zdejmowałam z krzaków w połowie października.

IMG_1904_2

zbiór pomidorów z jednego dnia i nasze ulubione wakacyjne danie

Jeżeli krzaki za barzo nam wyrosły i zaczynają się kłaść, możemy je podwiązać drucikiem ogrodniczym lub nawet szurkiem, do kratki albo kijka, najlepiej bambusowego, bo giętki i cienki.

Elementem pielęgnacji jest również usuwanie wilków, czyli odrostów pojawiających się w kolanku łodygi. Takie przyrosty zabierają owocom dużo wartości odżywczych, dlatego lepiej się ich pozbywać. Duże wilki mogą stać się sadzonką kolejnego krzaka, wystarczy włożyć go na co najmniej 5 cm do ziemi, a on sam się ukorzeni. Sama w ten sposób ukorzeniałam połamane po dużym wietrze krzaki.

Kiedy nadchodzi koniec sezonu, czasami jest to już sierpień, kiedy wiemy, że roślina nie zawiąże już owoców, albo nie będą miały szansy dojrzeć, można zacząć usuwać kwiaty, żeby wszystkie soki skierować do dojrzewających owoców. Dla mnie zeszły rok był wyjątkowy, bo krzaki kwitły prawie do końca września i mogłam zbierać pomidorki jeszcze w październiku, a ostatnie nabierały rumieńców już na kuchennym oknie.

 

Wiatr, woda i słońce

Z racji uprawy balkonowo-tarasowej, wiatr jest, i niestety nie jest on sprzymierzeńcem. A to zbytnio sponiewiera krzakami – z racji letnich, gwałtownych burz, a to zbytnio wysuszy płytką ziemię z donicy. Dlatego mając pomidory w donicy na balkonie czy tarasie podczas większego wiatru prawie codziennie ktoś powinien sprawdzić czy nie trzeba krzaczków podlać.

A słońce pomidory lubią, i jeżeli mają wilgotną ziemię, dużo go wytrzymają.

Donice warto postawić w miarę osłoniętym przed wiatrem miejscu, i można ją osłonić przed słońce, by ziemia za bardzo nie rozgrzewała się w ciągu dnia.

pomidory zwisajace 2

pomidory koktailowe uprawa w skrzynkach balkonowych

Kiedy mamy mało miejsca

Krzaki pomidorów mogą być dekoracyjne. Cierpię na małą ilość miejsca do uprawy, dlatego sprawdziłam uprawę pomidorów w niecodziennych okolicznościach. Łodygi pomidora są bardzo elastyczne, dlatego uprawiam je jako zwisające rośliny w umieszczonych wyżej donicach.

Pomidory sadzę często obok innych roślin na kwietnej grządce. Fajnie wygląda donica, w której rośnie pomidor, bazylia i sałata (te warzywa i zioła bardzo lubią razem rosnąć – to tzw. uprawa współrzędna).

Wykorzystuję również to, pięknie się rozkrzewiają i wspinają, dlatego sadzę krzaczki przy ogrodzeniu, lub kratce i mam dwa w jednym. Można dlatego postawić donicę przy ścianie, pomidory będą się powoli wspinać. Pamiętajcie jednak o podwiązaniu krzaczków, bo przy większym wietrze, zsuną się na dół.

pomidory

Życzę sukcesów ogrodniczych i chętnie przeczytam o waszych osiągnięciach, bądź też porażkach. Bo przecież: „… jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz…” . Czuwaj !

 

 

Bananowa skórka jako ogrodowy nawóz

Dzisiaj trzeci odcinek serialu o naturalnych nawozach (po skorupkach od jajek i fusach po kawie), które dostępne są praktycznie bez ograniczeń, a o których w ogóle nie myślimy w kategoriach ogrodniczych. Bananów przecież jemy dużo, co oznacza, że wyrzucamy dużo skórek (no, chyba, że ktoś zjada cały owoc). Skórki z bananów są super wartościowym nawozem, na równi z fusami po kawie i skorupkami po jajkach.

Tego typu nawozy są dla oszczędnych i cierpliwych ogrodników. Poprawiają kondycję gleby w długim okresie, a co najważniejsze trudno nimi przenawozić, no chyba, że na jeden zagonek wysypiemy wywrotkę kawy i drugą pokruszonych skorupek. 😉

banan

O wartościach odżywczych samych bananów wiemy wiele, natomiast ich skórki są w naszym kraju zupełnie niewykorzystane, kulinarnie, domowo i ogrodniczo. Są takim Kopciuszkiem zaklętym w żółtym, niepozornym opakowaniu. Ale dzisiaj porzucamy gotowanie i sprzątanie i zajmujemy się aspektem ogrodniczym.

Bananowe skórki, tak jak ich miąższ, oprócz witamin, aminokwasów i przeciwutleniaczy, zawierają dużo potasu (wspiera zdrowy rozwój rośliny, jej odporność na szkodniki i choroby, niezbędny do wzrostu i rozwoju owoców), fosforu (niezbędny dla prawidłowego kiełkowania, rozwoju systemu korzeniowego,  procesu kwitnienia i owocowania) i wapnia (niezbędny do wzrostu rośliny, jej systemu korzeniowego i kolanek łodygi – punktów, z których wyrastają gałązki i liście, oraz do „natleniania” gleby).

banan skorka 2

Skórka na kompost

Najbardziej oczywistym wykorzystaniem skórek jest kompostowanie. W ciepłym sezonie ogródkowym kompostowanie nie jest problemem, natomiast zimą lub w chwilach kiedy zamieszkujemy w mieście, ten sposób jest nieosiągalny. Szkoda jednak wyrzucać nasze skórki i lepiej je ususzyć (jak, w tekście poniżej).

Świeża skórka rozdrobniona i rzucona bezpośrednio pod rośliny

Świeże ściółkowanie, to rozwiązanie najczęściej wykorzystuję wiosną, latem i jesienią kiedy sezon ogródkowy jest w pełni. Samo rozdrobnienie przyspiesza rozkład i proces kompostowania bezpośrednio na glebie. Zauważyłam, że kawałki skórki rzucone pod rośliny „znikają” praktycznie w ciągu kilku dni, „przerobione” przez moje dżdżownice. Rozwiązanie to rewelacyjne w sezonie, niewykonalne zimą.

banan skorka

Suszone skórki 

Zimą, kiedy jemy więcej owoców egzotycznych, można zrobić zapasy nawozu. Rozdrobnione skórki suszymy na kaloryferze, w suszarce do grzybów, lub w piekarniku max. w 140 stopniach. Potem ususzone „czipsy” przechowujemy do wiosny, kiedy będzie można ich użyć do ściółkowania, albo rozdrabniamy w młynku do przypraw na mączkę, którą w sezonie podsypywać będziemy  nasze roślinki. W ten sposób stworzymy szybko przyswajalny nawóz. Możemy zrobić mieszankę z fusami po kawie i skorupkami po jajkach.

Bananowa herbatka

Ta metoda pozwala przeniknąć witaminom i minerałom do wody, którą następnie podlejemy rośliny.

Słoik napełniony rozdrobnionymi skórkami zalewamy wodą i zostawiamy na 48 godzin. Taką herbatką podlewamy rośliny, a skórki wyrzucamy na kompost lub bezpośrednio pod rośliny.

Bananowy ferment 

Słoik wypełniamy do połowy skórkami i zalewamy wodą tak, aby były cały czas zanurzone. Pozostawiamy na tydzień, przykryte ściereczką. Następnie miksujemy w blenderze i zasilamy rośliny, szczególnie lubiany nawóz przez róże. Jeżeli w słoiku pojawi się czarna pleśń, natychmiast pozbywamy się naszego fermentu, bo nie nadaje się do roślin.

 

Podsumowując: warto zbierać bananowe skórki i przerabiać je na nawóz. Ja, wszystkie zbieram, nawet te po owocach, które zabieram do pracy.

Na koniec o pestycydach na bananach: Zdaję sobie sprawę, że banany są owocami bardzo często pryskanymi, w czasie całego procesu uprawy i dystrybucji, dlatego warto jak najczęściej szukać bananów z upraw ekologicznych, które będą o niebo mniej spryskane, a nawiasem mówiąc, sto razy smaczniejsze.

Czuwaj!

banan skorka3

Handlettering, projekty na pierwszy dzień wiosny

 

Handlettering (czytaj odręczne pisanie), przeze mnie zwany kaligrafią w nowoczesnej formie, możemy wykorzystać na wiele kreatywnych sposobów. Najbardziej oczywiste są pięknie wykaligrafowane zaproszenia, życzenia lub dyplomy. Dekoracyjne pismo może też być ciekawym elementem graficznym, po prostu obrazkiem. Handlettering od klasycznej kaligrafii odróżnia to, że te same litery nie muszą być idealnie identyczne, a skaczące liternictwo (bouncing lettering) – litery w jednym słowie pisane są na różnych poziomach, są w tej chwili jednym z wiodących trendów.

Nauka kaligrafii, tej tradycyjnej czy nowoczesnej, zawsze wymaga cierpliwości, praktyki i jeszcze raz praktyki, ale warto.

Poniżej przedstawiam pierwsze moje prace z wykorzystaniem dekoracyjnego pisma.

handlettering kaligrafia wiosna

handlettering projekt na pierwszy dzień wiosny

Kaligrafia powoli zaczyna przeżywać renesans, dlatego zachęcam do zabawy z literami i prostymi rysunkami. Myślę, że tego rodzaju projekty, mogą być ciekawa zachęta dla naszych dzieci, by przekonały się, że piękne pisanie nie jest przeżytkiem, że ręcznie napisane słowo może samo w sobie być sztuką.

obrazek wiosna kaligrafia handlettering

wiosenny projekt

Stworzenie takich obrazków nie jest wcale trudne. Wystarczy: papier, ołówek, cienkopis, flamastry i trochę cierpliwości.

handlettering obrazek prezent kaligrafia

Na koniec mam dla Was mały prezent – tutorial do ćwiczeń kaligrafii słowa „Wiosna” , w taki sposób, jak w moich projektach.

Miłego kaligrafowania i pozdrawiam ciepło w ten pierwszy wiosenny dzień.

WIOSNA.PDF

 

 

Kaligrafia w ogrodzie

Jak przystało na mojego niespokojnego, szalonego ducha, od pewnego czasu, pojawiła się u mnie nowa pasja – kaligrafia i jej nowoczesne rodzeństwo – handlettering czyli pismo odręczne. Zanim jednak zacznę snuć tę opowieść, dzisiaj coś ze środka tematu. No bo inaczej byłoby nudno.

Z okazji zbliżającej się wiosny i rozpoczęcia domowych prac siewczych, postanowiłam wszystkim ogrodnikom-estetom zrobić prezent w postaci wykaligrafowanych nowocześnie napisów na tabliczko-patyczki do opisywania sadzonek i siewek. PDF można ściągnąć z linku poniżej ilustracji.

 

warzywa-a

 

ETYKIETY WARZYW PDF

Podpisy gotowe do wydrukowania, wycięcia i naklejenia na patyczki, a Tych ambitniejszych zapraszam do wypróbowania swoich sił w nowoczesnej kaligrafii. Może warto zrobić taki prezent zaprzyjaźnionemu, zapracowanemu ogrodnikowi.

W następnych odcinkach napiszę jak zacząć swoją przygodę z nowoczesną kaligrafią zwaną handletteringiem.

Na koniec: jak samemu zrobić kolorowe etykiety do sadzonek.

Materiały:

  • patyczki po lodach, gotowe drewniane listewki (do kupienia w sklepie a gadżetami papierowymi lub patyczki lekarskie do gardła)
  • farba akrylowa (kolor dowolny)
  • ołówek, gumka
  • flamaster/pisak wodoodporny

 

IMG_4854_2

 

Patyczki najlepiej najpierw pomalować – podczas pisania bezpośrednio na drewienku, tusz z flamastra, nawet wodoodpornego, będzie brzydko się rozlewał. Gdy farba jest sucha kaligrafujemy. Najpierw ołówkiem, a potem poprawiamy flamastrem. Te linie, które piszemy ruchem „w dół” dodatkowo poprawiamy, by były grubsze… i gotowe.

IMG_4865

sadzonki

 

 

 

Miejski ogródek – podsumowanie 2016

Lubię bawić sie w ogródkową buchalterię i zawsze staram się zapisywać, trochę dla siebie trochę dla potomności, ile udało mi się zebrać z mojego mikro miejskiego ogródka. Trochę tego było, choć bywały lata lepsze, szczególnie jeśli chodzi o dynie i ziemniaki. Po plonach od razu widać, że w tym roku nie miałam zbyt dużo czasu czasu na doglądanie moich grządek, no i pewnie popełniłam kilka błędów. No trudno, ale próbuję dalej. Uprawę, tak jak całe swoje życie, trochę biorę „na żywioł” i „spontan”, bo w ogródku pracuję wtedy kiedy mam czas i siłę. Uda się to dobrze, nie, to trudno.

IMG_4458

  • fasolka szparagowa i mamut 3,5 kg (przepyszna – gotowana, z oliwą i prażonymi ziarnami słonecznika – „prezes”:-P)
  • sucha fasolka  0,5 kg (zimą jak znalazł do zupy czy pasztetów)

img_4667

  • pomidory 10,5 kg (jak zwykle mistrz, jak zwykle bez zarazy, bo używan EMy) to moje popisowe uprawy, słodziutkie; ostatnie, które dojrzewały już na oknie zjadane były pod koniec października; uprawiam różne odmiany, głównie średnie i małe, bo szybko dojrzewają, a nasiona zbieram sama z pomidorów, które kupuję w sklepie, lub zostawiam sobie z moich własnych
img_4626

to chyba kumato

IMG_0010_1a

  • cukinia ponad 5 kg (tutaj mogło być lepiej, ale zbyt późno sadzone)
  • dynia hokkaido 2 kg (zbyt późno sadzona)

img_4677

  • jabłka ponad 2 kg (jabłonka prowadzona na płasko przy ścianie budynku) to pierwsze znaczące zbiory z tego drzewka, w 2017 na nic nie liczę, bo ta jabłonka kwitnie co drugi rok
  • marchew prawie 3 kg (sprawdziła się uprawa w donicach, takie okrągłe marcheweczki jemy tak jak rzodkiewki, a kolorowe z ziemi fajnie wyglądają w potrawach)

IMG_0008

img_4466

  • czarna porzeczka i agrest, prawie 1 kg (tutaj w zbiorach pomogły mi chyba dzieci z sąsiedztwa 😉 )
  • jarmuż, burak liściowy, bietola w ilościach wystarczających na przygotowanie jedzenia raz na dwa tygodnie
  • ziemniaki uprawiane w donicach, na 3-4 obiady
  • zioła – tyle ile potrzeba na codzień i do ususzenia na zimę

img_0002a

IMG_4391a

  • około 15 główek czosnku (tutaj mi nie wyszło)
  • około pół szklanki jagody kamczackiej (fantastyczny słodko-cierpki smak) krzaczki mają już 3 lata i w tym roku liczę na większe ilości)
  • 1 ogromna fioletowa kalarepa 😉 ale za to jaka pyszna
img_4744

z donicy

  • sporo buraków, że i na przetwory wystarczyło

beet

  • dowolne ilości liści mniszka lekarskiego (na sałatkę i pesto)
  • plus prawie 1 kg bulw topinambura, który najchętniej wcinam na surowo (to co prawda z mojego poletka na zaprzyjaźnionej działce) cieszę się nawet z takiej ilości, bo wiosną 2016 moje uprawy topinambura zryło stadko dzików, i w ziemi zostało niewiele bulw

topinambur

Porażki 2016:

  • orzeszki ziemne – nasiona kupiłam dla draki i z ciekawości, ale w naszych okolicznościach klimatycznych raczej nic z dużych zbiorów 😉 albo nie do mojego ogródka
  • ziemniaki – dlaczego było ich tak mało, nie wiem, zauważyłam, że strasznie długo startowały, może to nie był dla mnie ziemniaczany rok, ale teraz będę kontynuować z uprawą donicową – i przetestuję metodę z 2 w 1 (czyli donica w donicy, ta w środku z powycinanymi otworami,żeby wyciągać ziemniory bez niszczenia roślin)
img_4634

idealne do zupy, razem ze skórką

Udanych plonów wszystkim.

Czuwaj!

 

Wegański „smalczyk” czyli dawanie radości

img_4796

powiedział Atiśa

Weź:  1,5 szklanki ugotowanej białej fasoli, pół dużej cebuli, pół winnego jabłka, trzy bulwy topinambura (opcjonalnie), dwie garście suszonego majeranku, sól, pieprz do smaku, łyżkę oleju kokosowego, 1 łyżkę oleju do smażenia, 2 średnie słoiki, kawałek płótna, ozdobny sznurek i masz gotowy wyjątkowy prezent dla bliskiej osoby,

bo szczęście oparte na szczodrości i dawaniu jest jednym z najpiękniejszych doświadczeń jakie może dać nam życie. Kiedy bezinteresownie mogę sprawić komuś przyjemność, podzielić się zrobionymi własnoręcznie przetworami, podarować drobiazg, o którym ktoś marzy, dla mnie jest to najpiękniejsza chwila. Ofiarowanie obrazka z własnoręcznie wykaligrafowanym, inspirującym hasłem też może być cudownym gestem.

Szczodrość poświęconego czasu, uwagi, zainteresowania, ponad szczodrością pieniędzy. Zawsze wolałam ofiarowywać tego rodzaju prezenty. Kilka wspólnych chwil, niespodzianka w postaci posprzątanego ogródka, nieoczekiwana wizyta z pizzą – czyż takie prezenty nie są dla nas najmilsze? „Najwyższą Szczodrością jest Dawanie Radości” – powiedziane przez Atiśię, średniowiecznego, indyjskiego mistrza i uczonego, te słowa inspirują mnie i nakręcają do podejmowania wysiłku.

Jak już pewnie zauważyliście, jestem zwolenniczką drobnych kroków i czynów, ponad ogromnymi skokami i rewolucjami. Tutaj też drobiazgi mogą mieć znaczenie, i na zbliżający się Dzień Babci i Dzień Dziadka, przekażę ważną dla mnie myśl,  pamiętajcie o malutkich, codziennych czynach, to one dają szczęście nam i naszym bliskim.

img_4814

Samo przygotowanie „smalczyku” jest dość proste. Cebulę , topinambur (obrany) i jabłko (ze skórką, co dodaje trochę koloru i faktury) kroimy w drobną kosteczkę (do pół cm). Na patelence rozgrzewamy masło kokosowe i olej, wrzucamy cebulę i smażymy przez około 5 minut, na wolnym ogniu, często mieszając, potem dodajemy jabłko i topinambur i garść suszonego majeranku. Smażymy, znowu często mieszając, i znowu na wolnym ogniu, i jeszcze przez 5-10 minut, aż cebulka będzie złoto-brązowa (pamiętacie utwór The Stranglers o tym tytule? Muzyka przepiękna, ale tekst o zdarzeniach zupełnie nieadekwatnych do tego wpisu). Podczas smażenia cebulki, miksujemy fasolę w malakserze, albo innym robocie kuchennym, na gładką lub mniej gładką masę. Podczas miksowania dodajemy pozostałą część majeranku, sól, pierz do smaku. Kiedy podsmażone składniki trochę przestygną, mieszamy je ze zmiksowaną fasolą. Przekładamy do słoików i gotowe. Jemy, mniam, można z chrzanem lub musztardą, na chlebie lub plasterku surowego topinambura. W lodówce przechowujemy przez kilka dni.

img_4824

Jak zamierzam wytrwać w noworocznych postanowieniach

Pierwszy tydzień stycznia. Sylwestrowe brokaty już opadają, zabawy cichną i wracamy do normalnego życia. W pierwszych dniach nowego roku w przestrzeni dominuje temat celów,  postanowień. Zastanawiałam się ilu z nas udaje się zrealizować noworoczne deklaracje.

Osobiście raczej nigdy nie wiązałam żadnych swoich postanowień ze zmianą daty w kalendarzu, były to raczej decyzje stopniowe, które dojrzewały w czasie, by osiągnąć ciężar gatunkowy i pojawić się. Gorzej mam zawsze z trzymaniem się tych deklaracji. Tutaj chyba nie jestem wyjątkiem. Wiele z ambitnych zamierzeń rozmywało się w realiach dnia codziennego, żeby nie powiedzieć otwarcie, w lenistwie. Może i dla mnie przyszedł moment, żeby podnieść rękawicę i postawić sobie cele, które chciałabym w 2017 roku zrealizować. Kilka z nich jest na pewno dość ogólnych i wydawałoby się łatwych do realizacji, ale nawet nr 5 „być cierpliwa” może być dość karkołomne by tego dotrzymać.

 

W każdym razie będę się starać  i mam kilka pomysłów, co mogłoby mi w tym pomóc.

  • Wielkie zmiany składają się z małych kroczków, dlatego działać powoli ale do przodu. Jeżeli obieramy za cel trudny problem, np. więcej ruchu, może zacząć od pokonywania na piechotę, zamiast windą, jednego piętra, potem dwóch, itd. Z czasem drobne decyzje doprowadzą nas do czegoś dużego i znaczącego.
  • Nie porzucać celu pomimo niepowodzenia w trakcie roku.”Nie od razu Rzym zbudowano”
  • Codziennie widzieć to co postanowiałam (karteczki na widoku), by pomogło mi trwać.

postanowienie

Chętnie poznam Wasze doświadczenia z dotrzymywaniem noworocznych postanowień.

Pozdrawiam Wszystkich i trzymam kciuki za Was i za siebie. Czuwaj!

PS. Zapomniałam o najważniejszym postanowieniu – KOŃCZYĆ TO, CO ZACZYNAM ! Dla mnie to chyba najważniejsze.

 

Żeby tak czas zwolnił

Dni, tygodnie, lata pędzące i numery zmieniające się coraz szybciej, to temat pojawiający się coraz częściej w rozmowach. Chwile podobne, jedne do drugich przygnębiają nas.

Często słyszę w rozmowach: „jak byłem dzieckiem czas mi się dłużył, a teraz nawet się nie obejrzę kiedy minie kolejny rok”. Wstajemy, jazda do pracy, praca, powrót, trochę rutynowych zajęć, i noc. I dzień kolejny i kolejny, a weekendy kończą się szybciej niż się zaczęły. Znacie to?

Jeżeli nie, to jesteście szczęściarzami, a jeśli tak, to przeczytajcie jak ja sobie radzę z coraz szybciej płynącym czasem. Rozwiązaniem jest – złamanie rutyny i aktywność.

czerwony-kapturek

Zimowe wędrówki po górach są bajeczne.

To proste rozwiązanie odkryłam kilka lat temu, kiedy dwa tygodnie wakacji, spędzone w kilku różnych miejscach, połączone z intensywnością przeżyć, subiektywnie wydłużyły kanikułę prawie dwukrotnie. Po powrocie do pracy w biurowych rozmowach słyszałam tylko: „mój urlop tak szybko minął, to były tylko dwa tygodnie”. Nie mogłam wtedy wyjść ze zdziwienia, bo moje dwa tygodnie trawły naprarawdę niesamowicie długo. Ale dlaczego? Codziennie praktycznie robiliśmy co innego, inne miejsca, ludzie, aktywności. A to wywróciliśmy żaglówkę, a to zwiedzaliśmy Berlin czy Rzym, a to wylegiwaliśmy się nad basenem. I wszystko w te same dwa tygodnie. I co najważniejsze wszystko w granicach naszych skromnych możiwości budżetowych, a w porównaniu do wykupionych wczasów to było „tanio i okazja”.

Kilkudniowa wędrówka po polskich górach też jest fascynująca

Wtedy zrozumiałam, to jest to. Ciągłe powtarzanie czynności, rytuał codzienności wpływają na odczucie szybkiego przemijania czasu, a im więcej różnorodnych aktywności podejmujemy tym bardziej nasze życie „wydłuża się”. Różnorodne aktywności wzbogacają nasze życie, stawiają kropki w zdaniach naszych dni i możemy łatwiej namierzyć je w czasoprzestrzeni.

las2

las1

Wystarczy kilka godzin w samochodzie by zobaczyć w Polsce takie cuda.

Sami sprawdźcie. Wyjazd na weekend połączony z wędrówką po górach, kajakami czy wyprawą rowerową spowoduje, że odpoczniecie, złapiecie wiatr w żagle, a czas „wydłuży się” i te dwa dni mogą wydać się nawet tygodniem.

img_4433

Weekend za miastem bardzo pomaga.

Taka sama reguła odnosi się do czasu „po pracy”. Im bardziej aktywnie spędzam czas wieczorami, tym bardziej czas spowalnia. I wcale nie myślę tu o drogich rozwiązaniach, bo wystarczy mi uczenie się nowych rzeczy np. kaligrafii, rysunku, lub przygotowanie własnoręczne ozdób  choinkowych, etykiet do prezentów, i wszystko z dala od komputera – to znany zjadacz czasu.

nazwa001a

Kaligrafia jest jedną z możliwych aktywności „po pracy” i nie wymaga dużych inwestycji.

Ciekawa jestem czy Wy też macie podobne doświadczenia z czasem. Chętnie je poznam.

Pozdrawiam serdecznie i Pomyślnego Aktywnego Nowego Roku zyczenia001a

 

Rozważania przy wegańskich cukiniowych plackach

Rozwój pojawia się poza bezpieczną strefą” – to hasło widzę gdy codziennie siadam przy moim biurowym stanowisku pracy. Wydrukowane, powieszone podtrzymuje mnie na duchu w trudnych chwilach. Kiedy sprawy toczą się zgodnie z naszymi marzeniami – to wspaniale, ale tak naprawdę powinniśmy być szczęśliwi kiedy napotykamy trudności, bo to one popychają nas do przodu.

W wygodnym, bezpiecznym, przewidywalnym życiu, w którym wszystko składa się jak dopasowane części układanki, najczęściej gnuśniejemy, obrastamy w piórka, rozleniwiamy się. Dobrze jest jak jest, sprawy są poukładane, zorganizowane, po prostu żyć nie umierać. Brakuje jednak czegoś – kombinowania, główkowania, dostosowywania się do sytuacji. Jakiś czas temu przeczytałam o badaniach naukowych nad inteligencją ludzi na przestrzeni stuleci. I wiecie co? Okazuje się, że w tej chwili populacja na Ziemi staje się coraz mniej inteligentna. Po prostu, zdobycze techniki, zamiast nam pomagać stawać się bardziej błyskotliwymi, powodują rozleniwienie i degradację. Jesteśmy statystycznie mniej pomysłowi niż nasi dziadkowie. Przypomina mi się taka anegdota. Spotyka się dwóch naukowców ds. kosmicznych: Amerykanin i Rosjanin. Amerykanin mówi: „Wiesz cały czas nie możemy opracować długopisu, który pisałby w kosmosie” (przypis: długopis aby działał potrzebuje grawitacji), a rosyjski naukowiec odpowiada: „Ale po co tracić czas, przecież można użyć ołówka”. To trudności, brak, niedostatek napędzają naszą wyobraźnię i pozwalają znaleźć najprostrze rozwiąznia.

Pewien bardzo mądry człowiek, którego opinie są dla mnie niezmiernie ważne, powiedział: jeżeli wszystko Wam się udaję w życiu, to dobrze, traktujcie to jak błogosławieństwo, ale kiedy w życiu pojawiają się problemy, wtedy naprawdę powinniście się cieszyć i być wdzięczni losowi, albo tym co byli sprawcami naszych kłopotów, bo właśnie w takiej sytuacji możecie się sprawdzić, nauczyć czegoś, zyskać doświadczenie, pójść do przodu. Przejście przez trudności, z podnienioną głową – to jest właśnie rozwój, zmienianie siebie, kształtowanie. Według mnie dotyczy to zarówno rozwoju technologicznego, jak i spraw czysto ludzkich.

haslo

Dlatego, kiedy w Waszym życiu pojawią się jakiekolwiek trudne momenty, spróbujcie nie narzekać, złożeczyć, denerwować się, tylko podziękujcie losowi, bądź też komukolwiek komu chcecie, weźcie się w garść i przejdźcie po prostu przez te dni, może nawet z lekkim uśmiechem. Nawet kiedy zdradza Was świat lub macie problemy z szefem, spróbujcie pomyśleć, że może wyjdzie to wszystko na dobre, bo rozstanie czy zmiana pracy, bez awantur, „darcia pierza”, na chłodno, na tyle ile jesteście w stanie, to może być dla Was szansa na coś lepszego, ciekawszego, zyskanie mądrości, nabranie dystansu do rzeczy, spraw błahych i nieistotnych. Spróbujcie. Ja tak próbuję i wiecie, … jest łatwiej. Mam więcej odwagi, nie boję się porażek, nie składam broni i próbuję.

Z czasem może okazać się, że te trudne chwile nie były takie straszne i skończyły się szybciej niż się zaczęły, bo nic nie trwa wiecznie, po każdej burzy pojawia się słońce.

I tak oto przy takich rozmyślaniach same ziściły się wegańskie placuszki z cukinii z gęstym sosem z czerwonej soczewicy:

img_4733

Składniki placuszki:

1 średnia cukinia

1 ząbek czosnku

3 łyżki mąki z ciecierzycy

2 łyżki mielonego siemienia lnianego

1 łyżka mąki pełnoziarnistej żytniej (lub pszennej, może też być orkiszowa)

1 -2 łyżki oliwy Extra Vergine

1 łyżeczka kurkumy

łyżka świeżego posiekanego tymianku (może być suszony)

składniki „sosik”:

1 szklanka nieugotowanej czerwonej soczewicy

1 cebulka mała lub większa jak lubicie więcej cebulki

1 szklanka wywaru warzywnego, ewentualnie woda

1 łyżeczka kurkumy

1 łyżeczka lub 2, kuminu (kmin rzymski)

sól, pieprz, ostra papryczka w płatkach

oliwa do smażenia

img_4730

Najpierw zabieramy się za „sosik”. W rondelku podsmażamy na złoto pokrojoną w kostkę cebulkę, wraz z ostrą papryczką (szczypta lub mniej) kminem i kurkumą, wrzucamy przepłukaną w wodzie, soczewicę i wlewamy wywar warzywny. Doprowadzamy do zagotowania i zmniejszamy płomień. Gotujemy, gotujemy i gotujemy. Jeżeli soczewica wchłonie cały płyn, a jeszcze jest twarda, dodajemy trochę wody (pół szklanki) i gotujemy, aż będzie papkowata. Solimy i pieprzymy do smaku.

Kiedy soczewica się gotuje, ścieramy na grubej tarce cukinię, i dodajemy do niej wszystkie suche składniki – mąkę z ciecierzycy, mielone siemie lniane, mąkę żytnią, kurkumę, sól, czarny pieprz, tymianek, a następnie posiekany ząbek czosnku i oliwę. Wszystko porządnie mieszamy, aż stanie się w miarę jednolitą masą. Smażymy na lekko natłuszczonej patelni.

Podajemy z naszym „sosikiem”. Smacznego i na zdrowie 😛

img_4738

Z pamiętnika sfrustrowanej urzędniczki

I znowu moje wczorajsze, wieczorne plany spaliły na panewce. Dlaczego? Przez zmęczenie, po pracy. Może stąd mój minorowy nastrój, wcale nie przez jesień. Chciałam przygotować kolejny wpis kulinarny, obrobić i wrzucić zdjęcia. No i … (jakby tu powiedzieć nie używając słów uważanych za wulgarne)… kiszka ziemniaczana. Dzisiaj, nie wiem czy bardziej ze złości na samą siebie, czy moją karmę, zaczęłam wyrzucać z siebie te słowa.

img_4686

Dziś rano, w drodze do kolejnego dnia w pracy, przejeżdżałam obok pięknie rozświetlonego porannym słońcem Pola Mokotowskiego. Pierwszą myślą było – przecież powinnam właśnie w tej chwili wysiąść i robić zdjęcia – światło, kolory cudowne, nastrój zdjęć niepowtarzalny. Ale jak, kiedy za 10 minut ósma, nawet czasu brak by cyknąć coś komórką. Co to za życie? Moje, tak jak i pewnie wielu osób, coraz częściej przypomina nowoczesne niewolnictwo.To co wypracujesz daje Ci tylko tyle, by przeżyć, przebiedować. Wkładasz w to, niestety tyle wysiłku, że osiągnięcie jakiejkolwiek zmiany nie jest możliwe. Dla mnie praca biurowa jest jedynie sposobem na rachunki, a fotografia moim od lat niespełnionym marzeniem. Pisanie dla Was, dla tej garstki, która chce mnie czytać, jest dla mnie światełkiem w tunelu, tym, co nie pozwala mi odwiesić aparatu na kołek.

„Staraj się, a wszystko Ci się uda””możesz””wszystko jest w Twoich rękach”. Internet i blogosfera pełne są wpisów w tym duchu. A jeżeli nic Ci się nie udaje, wszyscy twierdzą, że za mało się starałeś. Czyżby? Zbieg okoliczności to nic, obecność w odpowiednim miejscu i czasie, podjęcie dobrej decyzji. Nie zawsze „wina” jest nasza.

img_4710

Większość blogerów w sieci, chwali się swoimi sukcesami, o porażkach wpisów jest niewiele. Są niemodne? W złym guście? A przecież nasze życie, no, na pewno moje, składa się w większości z porażek. Ten wpis dedykuję tym wszystkim, którym nie udaje się pchnąć swojego życia do przodu.

Te wszystkie poradniki, jak się dokształcać, jak lepiej wykorzystać czas, jak czytać w drodze do/z pracy są w praktyce prawie nierealizowalne. Jak po całym dniu sprintu w pracy (5 dni w tygodniu, przez 52 tygodnie w roku) regularnie czytać, dokształcać się, doszkalać, pracować na siebie – kiedy oczy są zmęczone, kiedy umysłowy błysk wyparował, fizycznie ciało też nie daje rady, kiedy potrzebny jest reset i nicnierobienie. „Tylko 15 minut codziennie dla siebie zmieni Twoją przyszłość”  – ale jak często można wykrzesać ten czas, kiedy praca wyciąga z Ciebie wszystkie soki i padasz wchodząc za próg domu, a tam drugi etat, wiecie jaki. Naprawdę, podziwiam tych co na dłuższą metę, dają radę przezwyciężyć swoją słabość. Ja tak nie potrafię.

img_4693_1

 

Użalam się nad sobą? Może tak, ale powoli tracę nadzieję, że kiedyś wyjdę z biura i nigdy tam już nie wrócę. Jednak jest tyle osób, co mają po stokroć gorszą sytuację. O co mi chodzi? No właśnie, o co? Może nigdy nie zakończę kariery starszego referenta. Może. No i co, nic. Świat się nie skończy. Poświęcanie rodziny, przyjaciół, zdrowia nie są warte walki o ziszcanie marzeń, nie dla mnie, i … jak nie w tym życiu to w następnym, albo jeszcze później. Najważniejsza nie jestem ja i moje frustracje, ale to wszystko co jest poza mną, a sprawy niech płyną swoim tempem. Kiedyś może drzwi pootwierają się, a jak nie, to też dobrze.

img_4712

 

Na koniec, w ramach mobilizacji, powinnam wyznaczyć sobie zadanie: w ciągu tygodnia zrobię „to i to”, ale wiem, że życie z tygodnia zrobi miesiąc lub dwa, bo sami wiecie jak to jest, ale spróbuję:

w ciągu tygodnia pojawi się kolejny kulinarny wpis i chciałabym powoli fotograficznie kończyć mój ogrodniczo-uprawowy sezon.

I tym optymistycznym akcentem kończymy dzisiejszą audycję. Czuwaj!

img_4714

PS. Wpis ilustrowany jest zdjęciami z nieodległego, jesiennego pobytu na zaprzyjaźnionej działce.